Blog > Komentarze do wpisu
z prawej, jeszcze bardziej u dołu ekranu
naszą kolejną wyprawę na ukrainę rozmieniliśmy na drobne. małe przyjemności, małe nieprzyjemności, krótkie skoki w bok i ulotne stany rzeczy. mówiąc wprost - ukraina nigdy nie była dla nas taka dynamiczna, nigdy okoliczności się nie zmieniały tak nagle i nigdy tak szybko nie przechodziliśmy ze stanów euforycznych w stany nieopisowe. polska była za nami, pestka od brzoskwini pod nami, portret psychologiczny ukraińskiego bociana w nas, a każda piosenka g-funkowa o nas - w takim właśnie nastroju wjechaliśmy do kraju, w którym najbardziej wytarty szlak szybko zostaje zasypany piaskiem nowych doznań. nawet lwów, który mieliśmy za dobrze splądrowany niegdyś róg obfitości, przypomniał nam starą łemkowską maksymę "pozornie niby nic, a jednak ten sklep spożywczy stylizowany jest na knajpę".

dla was jeszcze jedna maksyma, tym razem huculska: ''ćśśś pliz bi kłajet bikoz de nejbers..." po cichu zatem przejdźmy do dalszej części tej relacji...

***



na meczu karpat lwów świetnie bawiliśmy się w towarzystwie miejscowych, niezbyt licznych, bardzo grzecznych i szczodrych w pomocne dłonie kibiców. kilka godzin po meczu karpat lwów skonfrontowaliśmy się z pijaną, zaskakująco liczną, niezbyt grzeczną i bardzo pazerną grupą milicjantów. pamiętajcie - 50 hrywien od łebka za imprezę na pomniku narodowego wieszcza to najmniejszy wymiar kary po tamtej stronie klubu nocnego split. kupiliśmy psa, który na nas szczekał.

***



odwiedziliśmy dobrą starą znajomą. lodziarnię, której nazwa inspiruje. (powyższą fotkę dedykujemy czytelnikom naszego serialu). lodziarnia, w której pije się wódkę, niczym nie różni się od innych miejsc, w których pije się wódkę. zresztą na ukrainie pije się wódkę wszędzie - w kawiarni, na stadionie, na cmentarzu i w sklepie z kosiarkami do trawy. ten ostatni w niedzielne, kacowe przedpołudnia otwierany jest jako pierwszy. na ukrainie pije się także wódkę w puszce, stylizowaną na napój energetyzujący. zdarowie!




***



uśmiechnięty pentagram to taki order, który wręczylibyśmy wszystkim dzielnym renowatorom cmentarza polskiego w kołomyi, a którzy dumnie wyliczają swoje zasługi na pamiątkowej tablicy zdobiącej wejście na cmentarzysko cmentarza. rozbite trumny wyłaniające się z jeszcze bardziej rozbitych pomników tylko wzmocniły nasze przekonanie, że życie na ukrainie nie jest tak ciężkie, jak umieranie na ukrainie. cmentarz polski w kołomyi to jedna z najsmutniejszych rzeczy, jakie w życiu widzieliśmy i pewnie tego tak nie zostawimy. na razie postanowiliśmy wysłać maila do akona, żeby nagrał o nim piosenkę. ale to na pewno nie koniec.



kołomyja nie jest jednak miejscem, w którym można zachować powagę i egzystencjalny stan ducha. największą atrakcją turystyczną tego miasta jest bowiem pisanka, w której można zrobić siku i obejrzeć galerię innych jajek, pomalowanych w fantazyjne wzory. jajko jako symbol życia koresponduje z cmentarzem zupełnie niepozornie. wpadliśmy na ten dyskurs dopiero po powrocie i teraz się zastanawiamy, czy w muzeum pisanki był eksponat pomalowany w uśmiechnięte pentagramy.

być może właśnie ze względu na uśmiechnięte pentagramy kołomyja uznawana jest za kulinarną stolicę ukraińskiego rocka. stołują się tu członkowie popularnych grup, promujących tańsze niż gdzie indziej - seks, narkotyki i rock'n'roll. niestety, nie udało nam się odnaleźć dowodów tej ukr-rockowej biesiady, ale zafundowaliśmy sobie własną, numetalową, w pewnej sennej pizzerii z przepyszną jajecznicą i szafą grającą.

stolicą ukraińskiego emo jest natomiast dworzec pks w rohatynie:




***



zamek potockich w iwano-frankowsku (dawnym stanisławowie) nie należy raczej do miejsc kultu ojców założycieli miasta. choć pewności nie mamy - nie załapaliśmy się na święto rzucania rybą w szybę sypialni stanisława - szacun dla tego gościa, który zdjął pająka w lewym górnym okienku. iwano-frankowsk jako stolica ukraińskiego patriotyzmu i ukraińskiej literatury zawiódł nas dość mocno - po dniu spędzonym na tutejszym prospekcie niezależności, zatęskniliśmy za prospektem swobody we lwowie.

***



w kamieńcu poczuliśmy się jak gromada gumisiów, biegających po zamku, w którym mógłby mieszkać zarówno gargamel, jak i gromada ogrów. sok z gumijagód był na podolu równie mocny, jak w innych częściach ukrainy, ale nie pomógł nam w szczęśliwym opuszczeniu tego malowniczego miejsca. pomogła za to mafia dworcowych taksówkarzy, która po wyeliminowaniu komunikacyjnej konkurencji, zaoferowała nam ponad dwustu kilometrowy exodus. alternatywą była podróż karawanem pogrzebowym, co po doświadczeniach kołomyjskich uznaliśmy za zbyt wielki hardkor. hardkor w kamieńcu może też wyglądać mniej więcej tak:




***



na południowym zachodzie ukrainy są też góry. całkiem wysokie. musieliśmy podzielić naszą brygadę na dwie grupy, by ogarnąć więcej w czasie, który nam pozostał. w ramach plądrowania czarnohory, część zdobywała najwyższy szczyt ukrainy - howerlę, reszcie ostały się kąpiele w górskich potokach, pozowanie do fotek na naszą klasę i tradycyjne sianie sokratejskiego ziarna, tym razem nad brzegiem prutu.



wróciliśmy tam, by znów być pijakami, by znów być poetami. wyjechaliśmy, chyba po raz pierwszy, nastrojeni prozaicznie, przy akompaniamencie ukraińskiego disco puszczanego z komórki przez żonę przepitego, zachrypniętego mużyka. i mamy poczucie, że był to wyjazd najpełniejszy - być może pierwszy raz operacja sięgnęła żywego mięsa. jednak następne ucieczki w tamten, już realny, choć wciąż inny świat, będą następowały z taką samą pasją, jak do tej pory.
czwartek, 20 sierpnia 2009, ljoekelsoey

Komentarze
Gość: mally, afo198.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/08/20 23:22:42
chciałoby się zapytać skąd wracają litwini? ale ten cytat tu nie pasuje.

ładna i przygnębiająca ta ukraina. kusi mię
-
2009/08/20 23:26:12
ładnie
-
Gość: the artist formerly known as ACM, eqf115.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/08/21 19:19:37
Też mam taki szalik. Ale na stadionie nie byłem. Ale byłem za to koło żużlowego, niedaleko browarów. Sława eksploratorom! Żal, że nie mogłem partycypować w tak doniosłej wyprawie...
-
Gość: rummenige, 93.159.19.17*
2009/08/28 12:17:55
ot, i namówili, jadę
-
Gość: mally, acva161.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/08/29 12:17:08
A te zdjęcie na samym dole i para nagich ludzi ma coś wspólnego z tematem wpisu? :
-
2009/09/24 22:48:11
Nie byłem na Ukrainie od trzech lat, aż mnie korci by wbić się na kurs czwartorzędowcom. A może lepiej ze Zbychem? Zobaczy się!
Google