piątek, 08 stycznia 2010
zaginione arcydzieła: serial "macki szczęścia"
ta produkcja nigdy nie została wyemitowana. więcej, nie została nawet zrealizowana ani napisana. sporządzono prowizoryczny szkic uwzględniający profile głównych bohaterów. zorganizowano nawet casting, wybrano obsadę. ale na tym koniec.

nam to wystarczyło, mamy poczucie, że ten materiał miał swój potencjał. dlatego ową obsadę przedstawiamy poniżej.

************************************************

pan stanisław

dwukrotnie żonaty, obecnie wdowiec. w latach 60-tych dużo podróżował. po półtorarocznym pobycie w wenezueli napisał książkę "oktostychy a doświadczenie duchowe". posiada okrągłą sumkę znaczków z podobiznami papieży, za znaczek z janem XXIII, którego mu brakuje, jest w stanie oddać zaschnięty liść sumaka octowca, niegdyś podarowany mu przez tonego halika.

pani łucja

dwukrotnie nieszczęśliwie zakochana, dziś stara panna. w latach 60-tych zadurzona w panu stanisławie, do dziś trzyma w portfelu zdjęcie, na którym jej dawna miłość gołą stopą próbuje podnieść do góry wypatroszonego kurczaka. świetnie gotuje. jej specjalność - kalafior z bułką tartą.

irek

przedsiębiorca, właściciel małej firmy zajmującej się recyclingiem. jest synem pana stanisława z pierwszego małżeństwa. sam również po dwóch rozwodach, próbuje sił w trzecim związku, tym razem na kocią łapę. gdy jest mu dobrze, pije czeski absynt na słodko - po każdym łyku robi gwiazdę i nuci "doh wah diddy" zespołu fun factory. gdy jest mu źle, wszystkim rzuca tylko "poszoł w kibini matry!!!".

iwona

konkubina irka, fryzjerka. uczęszcza na kurs piercingu intymnego, by jej salon był doskonalszę a klienci szczęśliwszą. swojego partnera poznała na rejsie statkiem "kornel karbowniczek". on przewrócił tacę pełną kieliszków pełnych wina. ona pomogła mu wypić to, które się nie zmarnowało. na plaży znalezionym opodal patykiem narysowali serce a w środku napisali i+i=lol. 

józef

stary zasłużony lokaj w domu irka, wcześniej w posiadłości pana stanisława. dusza towarzystwa, potrafi w ciągu minuty opowiedzieć trzy kawały o obsranych gaciach i nawet się nie zająknąć. potajemnie kocha się w pani łucji, ale ta miłość nigdy nie wyjdzie na światło dzienne, gdyż józef umrze w drugim odcinku.

małgorzata

była żona irka, wciąż go kocha i jest zazdrosna o iwonę. dla odzyskania irka poświęca karierę (sieć punktów ksero z możliwością drukowania plików z zawirusowanego pendrive'a), zdolna także do rękoczynów, zwłaszcza na dachu jakiegoś wieżowca, albo na krawędzi basenu. regularnie uczęszcza do wróżki dagmary, która podpowiada jej, jak żyć.

klara

14-letnia córka irka i małgorzaty. często wykorzystuje nieuwagę zapracowanych, skłóconych ze sobą rodziców i wymyka się na potajemne schadzki z chłopakiem obracającym się w kręgach literacko-okultystycznych. ma z nim 5-miesięczne dziecko, o którym wie tylko lojalny lokaj józef, który i tak niedługo umrze.

iwan

właśnie wydał swój pierwszy tomik poetycki pod tytułem "psy kudłate". pochodzi z rosji, a konkretnie z kujbyszewa, gdzie dorastał w gronie czczących szatana wiolonczelistów. samotnie wychowuje dziecko spłodzone z klarą. już nie kocha dziewczyny, o czym traktują trzy ostatnie wiersze w jego książce - "sęk", "psy kudłate (wersja bez polskich znaków)", "brew".

max

przyrodni brat klary, syn małgorzaty, owoc romansu z pewnym znanym niemieckim tenisistą. próbuje iść śladami nieznanego mu osobiście ojca. niestety, ani nie jest tak rudy jak boris becker, ani tak pokręcony jak michael westphal. jego kompleksy sięgają dalej i dla członków rodziny są tajemnicą. jedynym powiernikiem sekretów chłopca walczącego z gejowskimi skłonnościami jest lojalny lokaj józef, który i tak niedługo umrze.

***********************************************

oto oni. oto cały serial. nic więcej nie ma. może ktoś kiedyś dopisze, może ktoś kiedyś zekranizuje. może my. na razie zostawiamy. a was opuszczamy tylko na chwilkę.

piątek, 25 grudnia 2009
świąteczne bla bla bla
dziś wszyscy sobie czegoś życzą. a u nas ostatnio intencjonalne podejście do rzeczywistości zupełnie się nie sprawdza. po co życzyć sobie częstszych wpisów na ukochanym blogu, skoro nic z tego nie wynika?

dlatego z naszej strony bez konkretów. niech życie żyje, niech sobie płynie. niech sprawy mają się znakomicie, choć nie po myśli. niech koszula będzie uprasowana, ale z taką fakturą:



niech centralny zielony zamek sygnalizacji będzie wam przewodnikiem w drodze donikąd. niech sprawy wychodzą wam bokiem. bo nigdy nie jest tak, jak miało być. a i tak może być całkiem nieźle.



przeżyjcie te święta i sylwestra. po prostu przeżyjcie. a później kolejne 12 miesięcy. i żeby było co opowiadać. i żeby dało się to opowiadać. chętnie posłuchamy. i wam opowiemy o swoich, cokolwiek to będzie. kochamy was ziomki. trzymajcie kciuki za sokrateska. pozdro!
13:01, ljoekelsoey
Link Komentarze (1) »
sobota, 05 grudnia 2009
życie żyje
wracanie z dalekiej podróży nigdy nie było naszą mocną stroną. może to w jakiś sposób tłumaczy dramatyczne przestoje w funkcjonowaniu tego bloga. dawno już tak daleko od sokrateska nie wyjechaliśmy jak ostatnio, wpisów z ostatnich trzech miesięcy starczy może na jakiś syrop pini, ale co tam - nasze norweskie bobo, takim znowu bobo już nie jest, my zresztą też rośniemy i także nieco lżej znosimy rozłąkę. nic nie obiecujemy, ale piszemy drugi tekst w przeciągu tygodnia. jakbógda, dzieciaki, jakbógda to zobaczymy. tymczasem...

tak jak na pewno niektórzy z was zastanawiali się co słychać u autorów tego bloga, tak my byliśmy ciekawi, co dzieje się z jego bohaterami. z kilkoma z nich postanowiliśmy odnowić kontakt i dowiedzieć się, jakie zmiany zaszły w ich życiach od czasu gdy gościliśmy ich na swoich łamach. jak zwykle podczas tego typu rozmów padały słowa typu "kopę lat", "ale było", "masz jakąś dziewczynę?", "no, koniecznie, ale nie w tym miesiącu", "zawsze mnie śmieszyło imię dider" i "tilapia, a co?" - wszystko inne co zostało powiedziane, zapisaliśmy poniżej.

silos kiszonej kapusty

gdy ostatnim razem go widzieliśmy: przyszła z niego śmierć

co porabia? znudzony niesieniem zagłady i swojską kiełbasą przeniósł się do kioto, bo jak powiedział swoim nielicznym przyjaciołom (którymi są siwy, gruby, marecki, webber i roman czejarek): "w kioto się można utrzymać za mało".

webber dostał od niego ostatnio pocztówkę o treści: "jest świetnie, piękne miasto i pagoda super".

asteroida 99942 apophis

gdy ostatnim razem ją widzieliśmy: zamierzała uderzyć w ziemię w 2036 roku i zgładzić życie na naszej planecie

co porabia? w wyniku wielu kolejnych szacunków, które początkowo wskazywały na to, że zderzenie apophis z ziemią jest wielce prawdopodobne, ustalono na chwilę obecną, iż szanse na kolizję są bliskie zeru. co zatem słychać u asteroidy? dostała maila z zaproszeniem do portalu społecznościowego hi5, odżywia się zdrowo, przeważnie serem hit z ryk, znalazła swoje stare kasety magnetofonowe i od kilku miesięcy słucha w kółko utworu ''give it up'' w wykonaniu cut'n'move.



koleś z teledysku "freestyler"

gdy ostatnim razem go widzieliśmy: nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. rak da majkrofą

co porabia? postanowił żyć według mądrości zawartych w książce bogumiły śpiewakowskiej "teraz jestem w tęczowym moście", co jest tyleż trudnę co kontrowersyjną.

marlo podróżuje nieustannie śladami autorki od żoliborza i bielan, przez wilgę i konstancin, po kazimierz dolny i błota karwieńskie, rozmyślając o mrocznych czasach okupacji niemieckiej w warszawie oraz wykańczaniu i ozdabianiu dzianiny szydełkiem. zapytany czy dzięki temu jest szczęśliwszy, odpowiada tak samo jak na pytanie "czy bawół domowy bubalus bubalis bawiłby się dobrze w kinie na filmie katastroficznym?" - ciężko powiedzieć.

kickboxer 5: odkupienie

gdy ostatnim razem go widzieliśmy: leciał na tele5, a artur wojdat był ślepy

co porabia? nadal leci czasem na tele5, ale ktoś wrzucił go też na youtube'a w dwunastu częściach. co piąta z siedmiu osób, które go oglądały uważa, że 3 minuty i 5 sekund trzeciej odsłony są najlepsze.

paznokieć

gdy ostatnim razem go widzieliśmy: parodiował laco adamika pod sklepem osiedlowym

co porabia? pożółkł, pofałdował się i przestał naśladować reżyserów, za to sam zajął się reżyserką. kręci niskobudżetowe remake'i filmów z parkerem stevensonem.

jego obrazy charakteryzują się tym, że w każdej scenie pojawia się popiersie dzika, a w każdym dialogu używane są słowa "jednakowoż" i "mentalna hiroszima".

kalan mar-fen

gdy ostatnim razem go widzieliśmy: przechodził przez pobliski lasek


co porabia? wciąż pozostaje najbardziej szarą eminencją światowego szołbiznesu. do listy osiągnięć, którą podaliśmy wręczając mu sokratesy może teraz dopisać drugie, a może nawet szóste tyle. jego ostatnie osiągnięcie to zaprojektowanie billboardu reklamującego serial "naznaczony", a także przekonanie jego twórców do obsadzenia w roli afgana, niebezpiecznego mężczyzny z afganistanu, piotra borowskiego.

aktualnie pracuje nad dziełem życia - scenariuszem do filmu "terminator 5: okruchy życia", w którym johna connora zagra perry king.

kalan nadal przechodzi często przez pobliski lasek.

pipiwuj

gdy ostatni raz go widzieliśmy: śmialiśmy się z jego imienia

co porabia? wciąż próbuje załatwić w gabinetach dostojników swoją arcyważną, życiową sprawę. poza tym według facebooka jest wróżem alanem z ezo tv, według grona ostatnio nikt nie odwiedził jego profilu, według naszej-klasy śledzi jarosława kreta, według last.fm jego ulubione piosenki to "masz mnie wampirze" z płyty kata "666" oraz "you got me vampire" z płyty kata "metal and hell". według hi5, asteroida apophis odrzuciła jego zaproszenie do portalu.

wiersze znajomych bogów

gdy ostatnim raz je widzieliśmy: była wigilia, 2 lata temu

co porabiają? nie mają już głowy do uznawania świąt i świętości, zamiast na słowo stawiają bardziej na ciało i dają go częściej niż dawniej. przez wyważone drzwi kabiny prysznicowej trafiły do krainy czarów, gdzie każda butelka ma napis "wypij mnie", zamiast ciastek z napisem "zjedz mnie" jest kasza, zwykła kasza, a przez króliczą norę wpadają miłości życia. wiersze znajomych bogów nie są już drukowane na kartkach z odręcznie sporządzonymi emblematami superbohaterów tylko na papierze toaletowym i rozmazują się na zdjęciach z krzyża. poza tym wszystko raczej po staremu.
02:30, ljoekelsoey , syny moje!
Link Komentarze (3) »
sobota, 28 listopada 2009
hipotetyczny weekend w belgii
kiedy jest ci źle, przechyl kufel piwa i zanim przełkniesz, krzyknij z całych sił "spróbuj"!!! lo27 śpiewali kiedyś, że można wszystko. my wprawdzie możemy tylko raz na jakiś czas i nie wszystko (bo butelki piwa zakończonej korkiem otworzyć nie umiemy), ale postanowiliśmy odlecieć gdzieś, gdzie świat składa się z krótkich momentów, 2000 gatunków piw i gospodarczego prospektu o powiecie wolsztyńskim.



takie miejsce mogłoby się znajdować na przykład w belgii, gdzieś między brukselą a brugią, albo między brugią a blakenberge. mógłby to być świat ulotny, tak jak ulotne są tanie połączenia lotnicze między warszawą a charleroi, albo tak ulotne, jak połączenia lądowe między charleroi a brukselą. jednego dnia są, drugiego dnia już są droższe. jak w życiu. pozornie niby nic, a jednak ta pani ma do góry nogami cyc.



hipotetyczny weekend w belgii mógłby składać się z samych przewrotności. mógłby być inny od wszystkiego, co do tej pory znaliśmy jako prawdopodobną przewrotność, coś innego, niż typowy forfiter z illinois. stare kobiety mogłyby pić piwo 4 razy szybciej, niż młodzi mężczyźni. japońscy turyści mogliby w kościołach robić zdjęcia bez flesza. morskie ryby mogłyby być uzależnione od kawy z termosu. a karty z gołymi babami mogłyby mieć jedynki w talii, ewentualnie kolor makao zamiast dzwonków.



a wódkę piłoby się w takich kieliszkach:



na taki wyjazd wzięlibyśmy nie byle kogo. jakichś dwóch fajnych kumpli na przykład, koniecznie niełysych. jeden mógłby być uzależnionym od słodyczy basistą w grindcore'owej kapeli. drugi mógłby być polskim lorenzo lamasem mającym w dorobku 8 pieszych pielgrzymek na jasną górę.



spalibyśmy w hotelach mających tajemne włazy w suficie...



w nocy sprzątalibyśmy te hotele pod czujnym okiem czarnoskórego dozorcy...



na plaży zeszlibyśmy z rowerów w cień pięknego widoku...



na trawie zeszlibyśmy w cień naturalnych aparycji lorenzo lamasa...



nawet przebłyski szarej, warszawskiej rzeczywistości miałyby inny odcień. czy to szyld odzieżowego sklepu...



czy zwykłe odzieżowe targowisko...



wszystko podobne, ale trochę inne, lepsze. kobiety sprawniej zapamiętujące numery telefonów, niemiecki akcent bliższy czerstwemu pieczywu niż suchemu, ludzie bardziej otwarci na znajomości z pijakami w skórze i kapciach. rzeczywistość bardziej plastyczna. ławki lepiej wyprofilowane, psy bardziej podobne do swoich opiekunów.



fajny by był taki weekend. i fajne jest to, że nie znasz dnia, ni godziny. czy to szwecja czy belgia, twój weekend czai się za rogiem, musisz tylko podejść bliżej.
14:04, ljoekelsoey
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 19 października 2009
waskriesjenije
ej, ej, ej. przepraszamy. zeszliśmy tylko na chwilę, ale żaden wskrzesiciel nie kwapił się z pomocą. sokrates żyje, sokrates rozrabia, sokrates zaczepia starsze dziewczynki w parku.

na dzień dobry anegdotka. byli my na spotkaniu z ukraińskimi stypendystami programu "gaude polonia", wspierającego młodych literatów z europy środkowej. i to był pierwszy wieczór literacki w naszym życiu poprzedzony minutą ciszy. spotkanie odbyło się w domu literatury w warszawie, miejscu wrażliwym na kwestie eschatologiczne - stali bywalcy tego budynku skończyli 80-tkę. minuta ciszy nie dotyczyła, jak w pierwszej chwili pomyśleliśmy, nazara honczara - jednego z ukraińskich pisarzy związanych z polską, zmarłego tragicznie w ubiegłe wakacje. minutą ciszy uczciliśmy leszka kołakowskiego, barbarę skargę i chyba jeszcze kogoś. w każdym razie, nie umniejszając wielkim filozofom, w kontekście piątki ukraińców na scenie, ta minuta ciszy wydała nam się chryzantemą złocistą w półlitrówce po czystej na wszystkich grobach świata poza poniższym.



spotkanie poprowadził wiceprezes polskiego pen clubu, adam pomorski. przedstawiając kolejnych pisarzy, posiłkował się źródłami internetowymi, gdzieniegdzie wplatał mądrości typu - przed wojną w świadomości polaków step zaczynał się za lwowem, po wojnie step zaczyna się w medyce i hrebennem albo może nie znamy tych ukraińskich pisarzy, ale to jest inność, której musimy stawić czoła. fragmenty książek kolejnych twórców (bojczenko, śniadanko, żadan, kijanowska, irwanec) czytał aktor adam bauman, z trudem acz z powodzeniem lawirujący pośród żadanowych kurew i śniadankowych łechtaczek. 80-letni pensjonariusze domu literatury musieli skrzywić się co prawda przy niejednym gównie rzuconym z mównicy, ale salwami śmiechu reagowali na perypetie przygłupiego ukraińskiego narodowca z "ahatanhela". ubaw po pachy do czasu, aż serhij żadan przeczytał swój jadowity tekst o sprzedajnych pisarzach lat 60-tych. zrobiła się z tego druga minuta ciszy. a dziadki tylko siedziały i zawijały swoje 30 srebrników.

humory wróciły na aperitif w pokoiku pen clubu na drugim piętrze i na kolacyjkę w restauracji na parterze. generalnie jeden z cięższych wieczorów literackich w naszym życiu. doceniliśmy minutę ciszy. na kulturalnych spędach mogłyby się jeszcze pojawić inne zwyczaje, popularne na stadionach piłkarskich. nurkowanie sami byśmy chętnie inaugurowali.

blog ze snu obudzony. wracajcie kochani sokratejczycy! wracajcie do nas! niebawem może pobijemy jakiś rekord świata, powygłupiamy się dla was i tak dalej. znów nam się chce. serio.
piątek, 28 sierpnia 2009
sondny dzień: bóg w dwóch osobach
nie mamy pojęcia - od takiego stwierdzenia powinniśmy zaczynać każdy wpis z tej serii. pomóżcie nam rozstrzygnąć, do którego boga powinniśmy bardziej się modlić:



gaitana - ukraińska rihanna, w dzieciństwie handlująca na ulicy chomikami, w późnym dzieciństwie marząca o karierze trenera ping-ponga. następnie zwyciężczyni pewnego show telewizyjnego - nagrody (prawie 3 tysiące dolarów) do tej pory nie odebrała, bo jak twierdzi, nie ma na to czasu.



dmytro czyhrynski - ukraiński jezus, grający zawodowo w piłkę nożną. właśnie przechodzi z szachtara do naszej ulubionej barcelony. kosztował 25 milionów euro, czyli więcej, niż największa gwiazda wschodnioeuropejskiej piłki ostatnich lat - andriej arszawin (arsenal wydał na niego około 17 milionów euro). pseudonim isus nadano mu być może już we lwowie, gdzie zaczynał juniorską karierę, w barwach karpat.



zatem...


czwartek, 20 sierpnia 2009
z prawej, jeszcze bardziej u dołu ekranu
naszą kolejną wyprawę na ukrainę rozmieniliśmy na drobne. małe przyjemności, małe nieprzyjemności, krótkie skoki w bok i ulotne stany rzeczy. mówiąc wprost - ukraina nigdy nie była dla nas taka dynamiczna, nigdy okoliczności się nie zmieniały tak nagle i nigdy tak szybko nie przechodziliśmy ze stanów euforycznych w stany nieopisowe. polska była za nami, pestka od brzoskwini pod nami, portret psychologiczny ukraińskiego bociana w nas, a każda piosenka g-funkowa o nas - w takim właśnie nastroju wjechaliśmy do kraju, w którym najbardziej wytarty szlak szybko zostaje zasypany piaskiem nowych doznań. nawet lwów, który mieliśmy za dobrze splądrowany niegdyś róg obfitości, przypomniał nam starą łemkowską maksymę "pozornie niby nic, a jednak ten sklep spożywczy stylizowany jest na knajpę".

dla was jeszcze jedna maksyma, tym razem huculska: ''ćśśś pliz bi kłajet bikoz de nejbers..." po cichu zatem przejdźmy do dalszej części tej relacji...

***



na meczu karpat lwów świetnie bawiliśmy się w towarzystwie miejscowych, niezbyt licznych, bardzo grzecznych i szczodrych w pomocne dłonie kibiców. kilka godzin po meczu karpat lwów skonfrontowaliśmy się z pijaną, zaskakująco liczną, niezbyt grzeczną i bardzo pazerną grupą milicjantów. pamiętajcie - 50 hrywien od łebka za imprezę na pomniku narodowego wieszcza to najmniejszy wymiar kary po tamtej stronie klubu nocnego split. kupiliśmy psa, który na nas szczekał.

***



odwiedziliśmy dobrą starą znajomą. lodziarnię, której nazwa inspiruje. (powyższą fotkę dedykujemy czytelnikom naszego serialu). lodziarnia, w której pije się wódkę, niczym nie różni się od innych miejsc, w których pije się wódkę. zresztą na ukrainie pije się wódkę wszędzie - w kawiarni, na stadionie, na cmentarzu i w sklepie z kosiarkami do trawy. ten ostatni w niedzielne, kacowe przedpołudnia otwierany jest jako pierwszy. na ukrainie pije się także wódkę w puszce, stylizowaną na napój energetyzujący. zdarowie!




***



uśmiechnięty pentagram to taki order, który wręczylibyśmy wszystkim dzielnym renowatorom cmentarza polskiego w kołomyi, a którzy dumnie wyliczają swoje zasługi na pamiątkowej tablicy zdobiącej wejście na cmentarzysko cmentarza. rozbite trumny wyłaniające się z jeszcze bardziej rozbitych pomników tylko wzmocniły nasze przekonanie, że życie na ukrainie nie jest tak ciężkie, jak umieranie na ukrainie. cmentarz polski w kołomyi to jedna z najsmutniejszych rzeczy, jakie w życiu widzieliśmy i pewnie tego tak nie zostawimy. na razie postanowiliśmy wysłać maila do akona, żeby nagrał o nim piosenkę. ale to na pewno nie koniec.



kołomyja nie jest jednak miejscem, w którym można zachować powagę i egzystencjalny stan ducha. największą atrakcją turystyczną tego miasta jest bowiem pisanka, w której można zrobić siku i obejrzeć galerię innych jajek, pomalowanych w fantazyjne wzory. jajko jako symbol życia koresponduje z cmentarzem zupełnie niepozornie. wpadliśmy na ten dyskurs dopiero po powrocie i teraz się zastanawiamy, czy w muzeum pisanki był eksponat pomalowany w uśmiechnięte pentagramy.

być może właśnie ze względu na uśmiechnięte pentagramy kołomyja uznawana jest za kulinarną stolicę ukraińskiego rocka. stołują się tu członkowie popularnych grup, promujących tańsze niż gdzie indziej - seks, narkotyki i rock'n'roll. niestety, nie udało nam się odnaleźć dowodów tej ukr-rockowej biesiady, ale zafundowaliśmy sobie własną, numetalową, w pewnej sennej pizzerii z przepyszną jajecznicą i szafą grającą.

stolicą ukraińskiego emo jest natomiast dworzec pks w rohatynie:




***



zamek potockich w iwano-frankowsku (dawnym stanisławowie) nie należy raczej do miejsc kultu ojców założycieli miasta. choć pewności nie mamy - nie załapaliśmy się na święto rzucania rybą w szybę sypialni stanisława - szacun dla tego gościa, który zdjął pająka w lewym górnym okienku. iwano-frankowsk jako stolica ukraińskiego patriotyzmu i ukraińskiej literatury zawiódł nas dość mocno - po dniu spędzonym na tutejszym prospekcie niezależności, zatęskniliśmy za prospektem swobody we lwowie.

***



w kamieńcu poczuliśmy się jak gromada gumisiów, biegających po zamku, w którym mógłby mieszkać zarówno gargamel, jak i gromada ogrów. sok z gumijagód był na podolu równie mocny, jak w innych częściach ukrainy, ale nie pomógł nam w szczęśliwym opuszczeniu tego malowniczego miejsca. pomogła za to mafia dworcowych taksówkarzy, która po wyeliminowaniu komunikacyjnej konkurencji, zaoferowała nam ponad dwustu kilometrowy exodus. alternatywą była podróż karawanem pogrzebowym, co po doświadczeniach kołomyjskich uznaliśmy za zbyt wielki hardkor. hardkor w kamieńcu może też wyglądać mniej więcej tak:




***



na południowym zachodzie ukrainy są też góry. całkiem wysokie. musieliśmy podzielić naszą brygadę na dwie grupy, by ogarnąć więcej w czasie, który nam pozostał. w ramach plądrowania czarnohory, część zdobywała najwyższy szczyt ukrainy - howerlę, reszcie ostały się kąpiele w górskich potokach, pozowanie do fotek na naszą klasę i tradycyjne sianie sokratejskiego ziarna, tym razem nad brzegiem prutu.



wróciliśmy tam, by znów być pijakami, by znów być poetami. wyjechaliśmy, chyba po raz pierwszy, nastrojeni prozaicznie, przy akompaniamencie ukraińskiego disco puszczanego z komórki przez żonę przepitego, zachrypniętego mużyka. i mamy poczucie, że był to wyjazd najpełniejszy - być może pierwszy raz operacja sięgnęła żywego mięsa. jednak następne ucieczki w tamten, już realny, choć wciąż inny świat, będą następowały z taką samą pasją, jak do tej pory.
środa, 05 sierpnia 2009
czarne kwiaty białe brzmienie
kiepscy z nas ogrodnicy. zaniedbaliśmy naszą sokratejską grządkę pełną czarnych kwiatów, ale mamy nadzieję, że parę konewek czarnej polewki jakie dziś wylejemy sprawi, iż rozkwitną na nowo. chcieliśmy podlać konkretnie te, które rozwinęły się dzięki nawozowi jakim były/są teledyski polskich wykonawców muzycznych. oto te, które szczególnie cieszyły oko, wybrane nie tylko według naszej florystycznej wrażliwości, ale też czasu antenowego. przypomnimy co porabiały wtedy, sprawdzimy co porabiają dziś, poszukamy też tego co pomiędzy.

franky



wtedy:
o przeszłości frankiego wiemy tylko tyle, że do polski przybył z "rodzinnego kraju". w 1996 roku dołączył do zespołu skaner. obowiązki tancerza i showmana dzielił ze studiami na akademii medycznej. w swoim pierwszym teledysku zagrał trochę w bilard, a głównie w kiepskim garniturze.

pomiędzy: grał w kosza


dziś:
ze skanerem rozstał się w 1999 roku. skończył studia i powrócił do "rodzinnego kraju". obecnie czasami odzywa się e-mailem do roberta sasinowskiego, czyli lidera grupy skaner. jest lekarzem w irlandii.

powiedzieli: czasami odzywa się e-mailem. jest lekarzem w irlandii - robert sasinowski, lider grupy skaner w jednym z wywiadów


4real



wtedy: szwędał się po krakowie, gdy się zmęczył siadał na jakichś schodach. początkowo jego pseudonim artystyczny brzmiał "forreal", ale wspólnie z karrambą doszli do wniosku, że dwaj członkowie kapeli z podwójnym "r" to przesada. mówił "bum siaka laka" zamiast "boom shaka laka". prawdopodobnie lubił 2paca. mówił na niego "tiupak".

pomiędzy: współpracę z karrambą zakończył w połowie lat dziewięćdziesiątych. potem słuch po nim zaginął. karramba powiedział w jednym z wywiadów: kiedyś występowałem z czarnoskórym kolegą, który wychowywał się na brooklynie w nowym jorku. był to całkiem spoko koleś. i to ostatnia wzmianka na temat 4reala, do której udało nam się dotrzeć.

dziś: całkiem spoko koleś

powiedzieli:

biały przedłużony imprezowy cadilac
rozbujana git limuzyna
tak się bawi moja v.l. drużyna
takie akcje znałeś tylko z kina
cieknie ślina, stary nie przeginaj
u nas lato choć za oknem zima
ciągle w górę adrenalina
to impreza i nic się nie liczy
biała fura pełna słodyczy
4real, karramba, dziura i free love
dj bbx, gramofony i tequilla

- karramba "zero ściemy"


eugene



wtedy: jasnoskóry ciemnoskóry amerykanin z kaliforni z niemieckimi korzeniami. sześć stóp i trzy cale wzrostu, dwieście funtów wagi. zupełnie niepozorny młodzieniec, mający bardzo wiele wspólnego z innymi młodzieńcami w połowie lat 90. - był początkującym raperem i chciał zabić kayęh (na razie tylko za literkę "h" na końcu, jeszcze nie za wynalezienie zaśpiewu "opa!").

pomiędzy: dorósł, zmężniał i chciał zabić kayęh już także za "opa!". rzadziej chodził w skórze i mniej w ogóle. porzucił karierę rapera gdy zdał sobie sprawę, że pociągają go skinheadki. swoje rymy o pragnieniu odbycia stosunku seksualnego z pomnikiem nagrobnym młodej studentki sprzedał czasopismu ''nowy kamieniarz''. zainteresował się awioniką.

dziś: obsługuje rampę bagażową na lotnisku dla linii delta airlines. ma profil na youtube, czasem wpisuje się pod "flecikami". goli się raczej na łyso.

powiedzieli: it is hard to believe that it was really you in the video... it is one of my favourite ones :) and the guy there is reaaalllyyy handsome :-D - internautka martinia111 w komentarzach do profilu eugene'a na youtube


joel pedro muianga



wtedy: przybył do polski z mozambiku, gdzie był sportowcem. podjął studia na kierunku odnowy biologicznej na awf w gdańsku. z zajęć "występowanie w klipie big cyca'' dostał piątkę. z muzyki jednak trzy mniej.

pomiędzy: ciągle mylono go ze skibą. na fali popularności wystąpił w "szansie na sukces". potem ciągle mylono go z wojciechem mannem. otrzymał członkostwo kpn. zaczęto mylić go z leszkiem moczulskim. zaczął występować podczas festynów ze swoim magicznym kapeluszem. pewnego razu nieopatrznie zdjął go z głowy i zaczęło padać. na szczęście niezbyt długo. czasem wołano za nim "jacek dehnel"

dziś: miesza z rodziną w gdańsku. bawi się w konferansjerkę, współpracuje z jurek band. pracował w szkole. prowadził zajęcia z kinezoterapii, masażu i doradztwa fitness. ciągle mylono go z tą laską co ćwiczyła z chuckiem norrisem.


powiedzieli: joel, twoja obecność w gardei miała odstraszać deszcz. jaką rolę odgrywa w tym twój magiczny kapelusz? - ryszard bartosiak ("polska dziennik bałtycki") do joela w trakcie imprezy z okazji nocy świętojańskiej w gardei


attaoe calabash



wtedy: uśmiechał się szeroko, tańczył, rapował, nie głosował na aleksandra kwaśniewskiego

pomiędzy: gdy zakończył trwającą od 1995 roku pracę u boku top one, gościnnie pojawiał się wraz z zespołem big cyc. często mylono go z joelem pedro mauiangą.

dziś: ma ponoć własną grupę muzyczną, z którą wiele koncertuje. słynie z kontrowersyjnych wypowiedzi na temat butów heavy duty, hidehiru miyahiry i piątego sezonu doktora house'a

powiedzieli: urodzony showman, najlepiej czuje się na scenie - oficjalna strona zespołu top one

to by było na tyle. jesteśmy wdzięczni tym właśnie czarnym kwiatom, między innymi dlatego, że ku naszej uciesze musiały przetrwać niejedno cięcie.
środa, 29 lipca 2009
powiedział słowo: straponten

składane, zapasowe siedzenie, bez oparcia, w teatrze przymocowane do rzędu stałych foteli; dostawka, również w pojazdach pasażerskich - oto formułka ze słownika języka polskiego, w najmniejszym stopniu nie oddająca znaczenia strapontena w życiu człowieka - małpy stojącej prosto, ale również garbiącej się podczas siedzenia. by uzupełnić słownikowe hasło, musimy posłużyć się paroma przykładami osób, które strapontenów nie unikały.


batory pod pskowem



to była zupełnie zwariowana historia. iwan groźny wysłał poselstwo do króla polski z prośbą o pokój, tymczasem batory nie mógł się skupić na rozważeniu propozycji, bo straponten, na którym siedział, był obity skórą foki, nie przepuszczającą powietrza. było gorące lato, więc król strasznie się pocił. zaproponował więc iwanowi, że odda rosji inflanty, jeśli ci dostarczą naszej armii tuzin drewnianych strapontenów, które batory widział w jamie zapolskim i bardzo ich rosjanom zazdrościł. śmiechu było co niemiara, bo okazało się, że iwanowi drewniane straponteny wyszły. tym samym batory zatrzymał inflanty i do końca życia nie używał żadnych dostawek.


mickiewicz w pociągu do odessy



nie jest prawdą, że rosjanie gnębili naszego wieszcza za jakieś młodzieżowe podejście do relacji zaborca - obywatel. mickiewicz po prostu słynął z tego, że mu odwalało w miejscach publicznych, zwłaszcza w towarzystwie pięknych kobiet. w pociągu do odessy wszyscy piją wódę, a konduktorzy ją sprzedają, ale tylko mickiewicz, po wcześniejszym, wygodnym usadowieniu się na strapontenie, zaczął składać bardzo jednoznaczne propozycje młodej damie ze spinką we włosach. po pięciu minutach wyznał jej miłość, po dziesięciu zdradził intymne szczegóły sonetów odeskich, które miał wciąż w głowie, a później wysunął ze swoich ust język i mało subtelnie zamachał nim w kierunku niewiasty. gdy zaproponował, że mogliby siedzieć na jednym strapontenie, dziewczyna wstała i przesiadła się do innego wagonu. zalany mickiewicz przespał odessę i dojechał do krymu. stąd sonety krymskie, nie odeskie.


coolio w czasie teledysku do gangsta's paradise



ten utwór w pierwotnej wersji miał być protest-songiem czarnych - w pierwszej zwrotce coolio śpiewał "dlaczego michelle pfeiffer może siedzieć na krześle z oparciem, a ja na strapontenie mimo, że znane są wszystkim moje problemy z kręgosłupem, kręgosłupem, kręgosłupem yooo, aha" - nakręcono teledysk i dopiero później okazało się, że liryksów nie puści biały cenzor. coolio podobno potrafił zrobić wsad do kosza 3.05 przed nakręceniem tego klipu, później piłka wchodziła mu już tylko na dziecięcym 2.60. odcinek lędźwiowy rapera znalazł się na liście zagrożonych gatunków, obok włosów michaela jacksona i piersi phoebe buffay.


kasia skrzynecka w playboyu



pierwsza, szeroko komentowana w mediach afera, roboczo nazwana "klyk, klyk, enter". chodziło o to, że playboy dysponował niewielkim budżetem podczas sesji zdjęciowej ze skrzynecką i kazano jej siedzieć na strapontenie w jakichś krzakach koło lubartowa. później magazyn wyretuszował podstawkę, używszy popularnego photoshopa. tego dnia rozpoczęła się era zdjęć, na których czegoś brakuje. gwiazdom brakowało pępków, uszu, kości policzkowych. kasia tymczasem zarzuty, jakoby jej zdjęcia były falsyfikatami, ripostuje lakonicznym "jad sączy anonim". ostatnio jakiś paparazzi zrobił jej jednak fotografię, jak siedząc na strapontenie gra w państwa-miasta z popularnym raperem mezo. zdjęcia podobno już trafiły do serwisu opluj.pl.


stephon marbury na live-chacie

               

największy truteń nba nie może znaleźć nowej pracy, w związku z tym postanowił bić rekord w video-chatowaniu mając obrzękłe pośladki od siedzenia na strapontenie. lekarze są dobrej myśli - gorzej z byłym zawodnikiem wolves, suns, knicks i celtics nie będzie. marbury planuje podobno wytatuowanie sobie strapontenu na prawej, wciąż jeszcze nie zamalowanej stronie czaszki. mówi się też o linii dostawek do ławek rezerwowych (dla niespodziewanego gościa) markowanych nazwiskiem stephona. czekamy, nie możemy się doczekać, wierzymy.

to tyle o strapontenie - nowym wyrazie w słowniczku naszego malca. jakiś mądry człowiek powiedział kiedyś, że przystawki są dobre wtedy, kiedy główne danie jest do dupy. my sparafrazowalibyśmy tę maksymę twierdząc, że dostawki są dobre wtedy, kiedy siadają na nich fajne dupy. mamy nadzieję, że nasi bohaterowie przypadli wam do gustu.

sobota, 18 lipca 2009
zaginione arcydzieła: jak wyglądałby program tele 5 gdyby artur wojdat był ślepy
jest na tym świecie wiele rzeczy, których nie musimy sobie wyobrażać. na przykład pesto albo burmistrz krotoszyna grający w nogę.



całą resztę jednak trzeba wymyślić. świętego patrona gąbkowych nakładek na mikrofony. burmistrza krotoszyna jedzącego pesto. albo ślepego artura wojdata. nie wiemy jak wyglądałoby nasze życie gdyby słynny kraulista był niewidomy. może metale jedzący loda włoskiego nie byliby tak pociesznym widokiem, może mniej mężczyzn nosiłoby imię łukasz, może eurodance nie byłby taki fajny...



tego nie wiemy, ale potrafimy sobie za to wyobrazić jak wyglądałaby ramówka telewizyjna stacji tele 5. oto czego nie zobaczy ślepy artur wojdat na tele 5 w niedzielę, 18 lipca 2009. a cała reszta zobaczy, ale i tak nie będzie zadowolona z jakości obrazu.

6:30 - kickboxer 5: odkupienie - film sensacyjny, usa 1995

8:00 - rohatyniec nosorożec - film animowany

kolejny odcinek przygód rezolutnego chrząszcza, rozpowiadającego wszystkim mieszkańcom lasu dębowego, że kiedyś pił z muzykami jazzowymi z lat 60.

8:30 - centurioni - film animowany



9:00 - kickboxer 5: odkupienie - film sensacyjny, usa 1995

10:30 - airwolf mówi nie - telewizja edukacyjna



naucz się asertywności od wysoce wyspecjalizowanego wojskowego śmigłowca o nazwie kodowej ''airwolf''. od niemiłych pań w sklepach wykonujących nadruki na koszulkach, przez natarczywych przechodniów proszących o papierosa i jeszcze jednego dla kolegi, po kapitanów armii stanów zjednoczonych imieniem stringfellow proponujących udział w niebezpiecznej misji w okresie zimnej wojny - naucz się mówić ''nie'', albo chociaż ''zambo''.

11:30 - rozmowa dnia

na pytania elżbiety jaworowicz z domu latawiec odpowie agent piłkarza legii warszawa i reprezentacji polski rogera guerreiro - robalinho. prowadząca zada jak zwykle wiele nurtujących społeczeństwo pytań, np. z kim wolałbyś znaleźć się na bezludnej wyspie - z sophie b. hawkins czy z laską ze snapa?



12:30 - kickboxer 5: odkupienie - film sensacyjny, usa 1995

14:00 - rady dziadka zduna - telewizja edukacyjna

dobroduszny dziadek zdun jak co tydzień radzi telewidzom nie tylko w kwestii naprawy pieców. temat dzisiejszego odcinka - ''martwy robak na biurku - zamrażać, nie zamrażać, odwrócić wzrok''.

15:00 - quiz muzyczny

trójka śmiałków próbuje odpowiedzieć z pamięci na pytanie kto wykonuje piosenkę ''independent love song''?



15:30 - kickboxer 5: odkupienie - film sensacyjny, usa 1995

17:00 - talk show

dziś gośćmi będą: człowiek, który twierdzi, że wojciech młynarski nie żyje, człowiek, który twierdzi, że marian opania nie żyje oraz maria pakulnis.

18:00 - easy pc: kochaj i twórz korespondencję seryjną w MS Word - serial obyczajowy

serial o losach grupy przyjaciół, na podstawie popularnego cyklu poradników dla początkujących użytkowników komputerów osobistych.

19:00 - tequila i bonetti - serial sensacyjny, usa 1992

20:00 - program informacyjny

andrzej turski i ulubiony serwis informacyjny wszystkich z wyjątkiem rzymian.



20:30 - kickboxer 5: odkupienie - film sensacyjny, usa 1995

22:00 - czynnik psi - serial s-f, kanada 2000

23:00 - koncert michała rudasia



0:00 - ciało kobiety, pick'n'roll - magazyn poradnikowy

krystyna szymańska-lara opowiada o macicy i wnba.

1:00 - erotyczne pragnienia - serial erotyczny, francja 1996

2:00 - noc z apetytem na zdrowie

najlepsze fragmenty programu dla miłośników aktywnego trybu życia i kolesi imieniem doman



3:00 - doman

program tylko dla miłośników kolesi imieniem doman.



4:00 - wierzby rosochate - program muzyczno-katolicki

tylko najlepsze teledyski



5:00 - kickboxer 5: odkupienie
- film sensacyjny, usa 1995

a progrą byłby zapowiadanę tak:


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26
Google