poniedziałek, 19 października 2009
waskriesjenije
ej, ej, ej. przepraszamy. zeszliśmy tylko na chwilę, ale żaden wskrzesiciel nie kwapił się z pomocą. sokrates żyje, sokrates rozrabia, sokrates zaczepia starsze dziewczynki w parku. na dzień dobry anegdotka. byli my na spotkaniu z ukraińskimi stypendystami programu "gaude polonia", wspierającego młodych literatów z europy środkowej. i to był pierwszy wieczór literacki w naszym życiu poprzedzony minutą ciszy. spotkanie odbyło się w domu literatury w warszawie, miejscu wrażliwym na kwestie eschatologiczne - stali bywalcy tego budynku skończyli 80-tkę. minuta ciszy nie dotyczyła, jak w pierwszej chwili pomyśleliśmy, nazara honczara - jednego z ukraińskich pisarzy związanych z polską, zmarłego tragicznie w ubiegłe wakacje. minutą ciszy uczciliśmy leszka kołakowskiego, barbarę skargę i chyba jeszcze kogoś. w każdym razie, nie umniejszając wielkim filozofom, w kontekście piątki ukraińców na scenie, ta minuta ciszy wydała nam się chryzantemą złocistą w półlitrówce po czystej na wszystkich grobach świata poza poniższym. spotkanie poprowadził wiceprezes polskiego pen clubu, adam pomorski. przedstawiając kolejnych pisarzy, posiłkował się źródłami internetowymi, gdzieniegdzie wplatał mądrości typu - przed wojną w świadomości polaków step zaczynał się za lwowem, po wojnie step zaczyna się w medyce i hrebennem albo może nie znamy tych ukraińskich pisarzy, ale to jest inność, której musimy stawić czoła. fragmenty książek kolejnych twórców (bojczenko, śniadanko, żadan, kijanowska, irwanec) czytał aktor adam bauman, z trudem acz z powodzeniem lawirujący pośród żadanowych kurew i śniadankowych łechtaczek. 80-letni pensjonariusze domu literatury musieli skrzywić się co prawda przy niejednym gównie rzuconym z mównicy, ale salwami śmiechu reagowali na perypetie przygłupiego ukraińskiego narodowca z "ahatanhela". ubaw po pachy do czasu, aż serhij żadan przeczytał swój jadowity tekst o sprzedajnych pisarzach lat 60-tych. zrobiła się z tego druga minuta ciszy. a dziadki tylko siedziały i zawijały swoje 30 srebrników. humory wróciły na aperitif w pokoiku pen clubu na drugim piętrze i na kolacyjkę w restauracji na parterze. generalnie jeden z cięższych wieczorów literackich w naszym życiu. doceniliśmy minutę ciszy. na kulturalnych spędach mogłyby się jeszcze pojawić inne zwyczaje, popularne na stadionach piłkarskich. nurkowanie sami byśmy chętnie inaugurowali. blog ze snu obudzony. wracajcie kochani sokratejczycy! wracajcie do nas! niebawem może pobijemy jakiś rekord świata, powygłupiamy się dla was i tak dalej. znów nam się chce. serio.
piątek, 28 sierpnia 2009
sondny dzień: bóg w dwóch osobach
nie mamy pojęcia - od takiego stwierdzenia powinniśmy zaczynać każdy wpis z tej serii. pomóżcie nam rozstrzygnąć, do którego boga powinniśmy bardziej się modlić: ![]() gaitana - ukraińska rihanna, w dzieciństwie handlująca na ulicy chomikami, w późnym dzieciństwie marząca o karierze trenera ping-ponga. następnie zwyciężczyni pewnego show telewizyjnego - nagrody (prawie 3 tysiące dolarów) do tej pory nie odebrała, bo jak twierdzi, nie ma na to czasu. dmytro czyhrynski - ukraiński jezus, grający zawodowo w piłkę nożną. właśnie przechodzi z szachtara do naszej ulubionej barcelony. kosztował 25 milionów euro, czyli więcej, niż największa gwiazda wschodnioeuropejskiej piłki ostatnich lat - andriej arszawin (arsenal wydał na niego około 17 milionów euro). pseudonim isus nadano mu być może już we lwowie, gdzie zaczynał juniorską karierę, w barwach karpat. zatem...
czwartek, 20 sierpnia 2009
z prawej, jeszcze bardziej u dołu ekranu
naszą kolejną wyprawę na ukrainę rozmieniliśmy na drobne. małe przyjemności, małe nieprzyjemności, krótkie skoki w bok i ulotne stany rzeczy. mówiąc wprost - ukraina nigdy nie była dla nas taka dynamiczna, nigdy okoliczności się nie zmieniały tak nagle i nigdy tak szybko nie przechodziliśmy ze stanów euforycznych w stany nieopisowe. polska była za nami, pestka od brzoskwini pod nami, portret psychologiczny ukraińskiego bociana w nas, a każda piosenka g-funkowa o nas - w takim właśnie nastroju wjechaliśmy do kraju, w którym najbardziej wytarty szlak szybko zostaje zasypany piaskiem nowych doznań. nawet lwów, który mieliśmy za dobrze splądrowany niegdyś róg obfitości,
przypomniał nam starą łemkowską maksymę "pozornie niby nic, a jednak
ten sklep spożywczy stylizowany jest na knajpę". dla was jeszcze jedna maksyma, tym razem huculska: ''ćśśś pliz bi kłajet bikoz de nejbers..." po cichu zatem przejdźmy do dalszej części tej relacji... *** na meczu karpat lwów świetnie bawiliśmy się w towarzystwie miejscowych, niezbyt licznych, bardzo grzecznych i szczodrych w pomocne dłonie kibiców. kilka godzin po meczu karpat lwów skonfrontowaliśmy się z pijaną, zaskakująco liczną, niezbyt grzeczną i bardzo pazerną grupą milicjantów. pamiętajcie - 50 hrywien od łebka za imprezę na pomniku narodowego wieszcza to najmniejszy wymiar kary po tamtej stronie klubu nocnego split. kupiliśmy psa, który na nas szczekał. *** ![]() odwiedziliśmy dobrą starą znajomą. lodziarnię, której nazwa inspiruje. (powyższą fotkę dedykujemy czytelnikom naszego serialu). lodziarnia, w której pije się wódkę, niczym nie różni się od innych miejsc, w których pije się wódkę. zresztą na ukrainie pije się wódkę wszędzie - w kawiarni, na stadionie, na cmentarzu i w sklepie z kosiarkami do trawy. ten ostatni w niedzielne, kacowe przedpołudnia otwierany jest jako pierwszy. na ukrainie pije się także wódkę w puszce, stylizowaną na napój energetyzujący. zdarowie! ![]() *** ![]() uśmiechnięty pentagram to taki order, który wręczylibyśmy wszystkim dzielnym renowatorom cmentarza polskiego w kołomyi, a którzy dumnie wyliczają swoje zasługi na pamiątkowej tablicy zdobiącej wejście na cmentarzysko cmentarza. rozbite trumny wyłaniające się z jeszcze bardziej rozbitych pomników tylko wzmocniły nasze przekonanie, że życie na ukrainie nie jest tak ciężkie, jak umieranie na ukrainie. cmentarz polski w kołomyi to jedna z najsmutniejszych rzeczy, jakie w życiu widzieliśmy i pewnie tego tak nie zostawimy. na razie postanowiliśmy wysłać maila do akona, żeby nagrał o nim piosenkę. ale to na pewno nie koniec. ![]() kołomyja nie jest jednak miejscem, w którym można zachować powagę i egzystencjalny stan ducha. największą atrakcją turystyczną tego miasta jest bowiem pisanka, w której można zrobić siku i obejrzeć galerię innych jajek, pomalowanych w fantazyjne wzory. jajko jako symbol życia koresponduje z cmentarzem zupełnie niepozornie. wpadliśmy na ten dyskurs dopiero po powrocie i teraz się zastanawiamy, czy w muzeum pisanki był eksponat pomalowany w uśmiechnięte pentagramy. być może właśnie ze względu na uśmiechnięte pentagramy kołomyja uznawana jest za kulinarną stolicę ukraińskiego rocka. stołują się tu członkowie popularnych grup, promujących tańsze niż gdzie indziej - seks, narkotyki i rock'n'roll. niestety, nie udało nam się odnaleźć dowodów tej ukr-rockowej biesiady, ale zafundowaliśmy sobie własną, numetalową, w pewnej sennej pizzerii z przepyszną jajecznicą i szafą grającą. stolicą ukraińskiego emo jest natomiast dworzec pks w rohatynie: ![]() *** ![]() zamek potockich w iwano-frankowsku (dawnym stanisławowie) nie należy raczej do miejsc kultu ojców założycieli miasta. choć pewności nie mamy - nie załapaliśmy się na święto rzucania rybą w szybę sypialni stanisława - szacun dla tego gościa, który zdjął pająka w lewym górnym okienku. iwano-frankowsk jako stolica ukraińskiego patriotyzmu i ukraińskiej literatury zawiódł nas dość mocno - po dniu spędzonym na tutejszym prospekcie niezależności, zatęskniliśmy za prospektem swobody we lwowie. *** ![]() w kamieńcu poczuliśmy się jak gromada gumisiów, biegających po zamku, w którym mógłby mieszkać zarówno gargamel, jak i gromada ogrów. sok z gumijagód był na podolu równie mocny, jak w innych częściach ukrainy, ale nie pomógł nam w szczęśliwym opuszczeniu tego malowniczego miejsca. pomogła za to mafia dworcowych taksówkarzy, która po wyeliminowaniu komunikacyjnej konkurencji, zaoferowała nam ponad dwustu kilometrowy exodus. alternatywą była podróż karawanem pogrzebowym, co po doświadczeniach kołomyjskich uznaliśmy za zbyt wielki hardkor. hardkor w kamieńcu może też wyglądać mniej więcej tak: ![]() *** ![]() na południowym zachodzie ukrainy są też góry. całkiem wysokie. musieliśmy podzielić naszą brygadę na dwie grupy, by ogarnąć więcej w czasie, który nam pozostał. w ramach plądrowania czarnohory, część zdobywała najwyższy szczyt ukrainy - howerlę, reszcie ostały się kąpiele w górskich potokach, pozowanie do fotek na naszą klasę i tradycyjne sianie sokratejskiego ziarna, tym razem nad brzegiem prutu. ![]() wróciliśmy tam, by znów być pijakami, by znów być poetami. wyjechaliśmy, chyba po raz pierwszy, nastrojeni prozaicznie, przy akompaniamencie ukraińskiego disco puszczanego z komórki przez żonę przepitego, zachrypniętego mużyka. i mamy poczucie, że był to wyjazd najpełniejszy - być może pierwszy raz operacja sięgnęła żywego mięsa. jednak następne ucieczki w tamten, już realny, choć wciąż inny świat, będą następowały z taką samą pasją, jak do tej pory.
środa, 05 sierpnia 2009
czarne kwiaty białe brzmienie
kiepscy z nas ogrodnicy. zaniedbaliśmy naszą sokratejską grządkę pełną czarnych kwiatów, ale mamy nadzieję, że parę konewek czarnej polewki jakie dziś wylejemy sprawi, iż rozkwitną na nowo. chcieliśmy podlać konkretnie te, które rozwinęły się dzięki nawozowi jakim były/są teledyski polskich wykonawców muzycznych. oto te, które szczególnie cieszyły oko, wybrane nie tylko według naszej florystycznej wrażliwości, ale też czasu antenowego. przypomnimy co porabiały wtedy, sprawdzimy co porabiają dziś, poszukamy też tego co pomiędzy. franky wtedy: o przeszłości frankiego wiemy tylko tyle, że do polski przybył z "rodzinnego kraju". w 1996 roku dołączył do zespołu skaner. obowiązki tancerza i showmana dzielił ze studiami na akademii medycznej. w swoim pierwszym teledysku zagrał trochę w bilard, a głównie w kiepskim garniturze. pomiędzy: grał w kosza dziś: ze skanerem rozstał się w 1999 roku. skończył studia i powrócił do "rodzinnego kraju". obecnie czasami odzywa się e-mailem do roberta sasinowskiego, czyli lidera grupy skaner. jest lekarzem w irlandii. powiedzieli: czasami odzywa się e-mailem. jest lekarzem w irlandii - robert sasinowski, lider grupy skaner w jednym z wywiadów 4real wtedy: szwędał się po krakowie, gdy się zmęczył siadał na jakichś schodach. początkowo jego pseudonim artystyczny brzmiał "forreal", ale wspólnie z karrambą doszli do wniosku, że dwaj członkowie kapeli z podwójnym "r" to przesada. mówił "bum siaka laka" zamiast "boom shaka laka". prawdopodobnie lubił 2paca. mówił na niego "tiupak". pomiędzy: współpracę z karrambą zakończył w połowie lat dziewięćdziesiątych. potem słuch po nim zaginął. karramba powiedział w jednym z wywiadów: kiedyś występowałem z czarnoskórym kolegą, który wychowywał się na brooklynie w nowym jorku. był to całkiem spoko koleś. i to ostatnia wzmianka na temat 4reala, do której udało nam się dotrzeć. dziś: całkiem spoko koleś powiedzieli: biały przedłużony imprezowy cadilac rozbujana git limuzyna tak się bawi moja v.l. drużyna takie akcje znałeś tylko z kina cieknie ślina, stary nie przeginaj u nas lato choć za oknem zima ciągle w górę adrenalina to impreza i nic się nie liczy biała fura pełna słodyczy 4real, karramba, dziura i free love dj bbx, gramofony i tequilla - karramba "zero ściemy" eugene wtedy: jasnoskóry ciemnoskóry amerykanin z kaliforni z niemieckimi korzeniami. sześć stóp i trzy cale wzrostu, dwieście funtów wagi. zupełnie niepozorny młodzieniec, mający bardzo wiele wspólnego z innymi młodzieńcami w połowie lat 90. - był początkującym raperem i chciał zabić kayęh (na razie tylko za literkę "h" na końcu, jeszcze nie za wynalezienie zaśpiewu "opa!"). pomiędzy: dorósł, zmężniał i chciał zabić kayęh już także za "opa!". rzadziej chodził w skórze i mniej w ogóle. porzucił karierę rapera gdy zdał sobie sprawę, że pociągają go skinheadki. swoje rymy o pragnieniu odbycia stosunku seksualnego z pomnikiem nagrobnym młodej studentki sprzedał czasopismu ''nowy kamieniarz''. zainteresował się awioniką. dziś: obsługuje rampę bagażową na lotnisku dla linii delta airlines. ma profil na youtube, czasem wpisuje się pod "flecikami". goli się raczej na łyso. powiedzieli: it is hard to believe that it was really you in the video... it is one of my favourite ones :) and the guy there is reaaalllyyy handsome :-D - internautka martinia111 w komentarzach do profilu eugene'a na youtube joel pedro muianga wtedy: przybył do polski z mozambiku, gdzie był sportowcem. podjął studia na kierunku odnowy biologicznej na awf w gdańsku. z zajęć "występowanie w klipie big cyca'' dostał piątkę. z muzyki jednak trzy mniej. pomiędzy: ciągle mylono go ze skibą. na fali popularności wystąpił w "szansie na sukces". potem ciągle mylono go z wojciechem mannem. otrzymał członkostwo kpn. zaczęto mylić go z leszkiem moczulskim. zaczął występować podczas festynów ze swoim magicznym kapeluszem. pewnego razu nieopatrznie zdjął go z głowy i zaczęło padać. na szczęście niezbyt długo. czasem wołano za nim "jacek dehnel" dziś: miesza z rodziną w gdańsku. bawi się w konferansjerkę, współpracuje z jurek band. pracował w szkole. prowadził zajęcia z kinezoterapii, masażu i doradztwa fitness. ciągle mylono go z tą laską co ćwiczyła z chuckiem norrisem. ![]() powiedzieli: joel, twoja obecność w gardei miała odstraszać deszcz. jaką rolę odgrywa w tym twój magiczny kapelusz? - ryszard bartosiak ("polska dziennik bałtycki") do joela w trakcie imprezy z okazji nocy świętojańskiej w gardei attaoe calabash wtedy: uśmiechał się szeroko, tańczył, rapował, nie głosował na aleksandra kwaśniewskiego pomiędzy: gdy zakończył trwającą od 1995 roku pracę u boku top one, gościnnie pojawiał się wraz z zespołem big cyc. często mylono go z joelem pedro mauiangą. dziś: ma ponoć własną grupę muzyczną, z którą wiele koncertuje. słynie z kontrowersyjnych wypowiedzi na temat butów heavy duty, hidehiru miyahiry i piątego sezonu doktora house'a powiedzieli: urodzony showman, najlepiej czuje się na scenie - oficjalna strona zespołu top one to by było na tyle. jesteśmy wdzięczni tym właśnie czarnym kwiatom, między innymi dlatego, że ku naszej uciesze musiały przetrwać niejedno cięcie.
środa, 29 lipca 2009
powiedział słowo: straponten
![]() składane, zapasowe siedzenie, bez oparcia, w teatrze przymocowane do rzędu stałych foteli; dostawka, również w pojazdach pasażerskich - oto formułka ze słownika języka polskiego, w najmniejszym stopniu nie oddająca znaczenia strapontena w życiu człowieka - małpy stojącej prosto, ale również garbiącej się podczas siedzenia. by uzupełnić słownikowe hasło, musimy posłużyć się paroma przykładami osób, które strapontenów nie unikały. batory pod pskowem ![]() to była zupełnie zwariowana historia. iwan groźny wysłał poselstwo do króla polski z prośbą o pokój, tymczasem batory nie mógł się skupić na rozważeniu propozycji, bo straponten, na którym siedział, był obity skórą foki, nie przepuszczającą powietrza. było gorące lato, więc król strasznie się pocił. zaproponował więc iwanowi, że odda rosji inflanty, jeśli ci dostarczą naszej armii tuzin drewnianych strapontenów, które batory widział w jamie zapolskim i bardzo ich rosjanom zazdrościł. śmiechu było co niemiara, bo okazało się, że iwanowi drewniane straponteny wyszły. tym samym batory zatrzymał inflanty i do końca życia nie używał żadnych dostawek.mickiewicz w pociągu do odessy ![]() nie jest prawdą, że rosjanie gnębili naszego wieszcza za jakieś młodzieżowe podejście do relacji zaborca - obywatel. mickiewicz po prostu słynął z tego, że mu odwalało w miejscach publicznych, zwłaszcza w towarzystwie pięknych kobiet. w pociągu do odessy wszyscy piją wódę, a konduktorzy ją sprzedają, ale tylko mickiewicz, po wcześniejszym, wygodnym usadowieniu się na strapontenie, zaczął składać bardzo jednoznaczne propozycje młodej damie ze spinką we włosach. po pięciu minutach wyznał jej miłość, po dziesięciu zdradził intymne szczegóły sonetów odeskich, które miał wciąż w głowie, a później wysunął ze swoich ust język i mało subtelnie zamachał nim w kierunku niewiasty. gdy zaproponował, że mogliby siedzieć na jednym strapontenie, dziewczyna wstała i przesiadła się do innego wagonu. zalany mickiewicz przespał odessę i dojechał do krymu. stąd sonety krymskie, nie odeskie. coolio w czasie teledysku do gangsta's paradise ten utwór w pierwotnej wersji miał być protest-songiem czarnych - w pierwszej zwrotce coolio śpiewał "dlaczego michelle pfeiffer może siedzieć na krześle z oparciem, a ja na strapontenie mimo, że znane są wszystkim moje problemy z kręgosłupem, kręgosłupem, kręgosłupem yooo, aha" - nakręcono teledysk i dopiero później okazało się, że liryksów nie puści biały cenzor. coolio podobno potrafił zrobić wsad do kosza 3.05 przed nakręceniem tego klipu, później piłka wchodziła mu już tylko na dziecięcym 2.60. odcinek lędźwiowy rapera znalazł się na liście zagrożonych gatunków, obok włosów michaela jacksona i piersi phoebe buffay. kasia skrzynecka w playboyu ![]() pierwsza, szeroko komentowana w mediach afera, roboczo nazwana "klyk, klyk, enter". chodziło o to, że playboy dysponował niewielkim budżetem podczas sesji zdjęciowej ze skrzynecką i kazano jej siedzieć na strapontenie w jakichś krzakach koło lubartowa. później magazyn wyretuszował podstawkę, używszy popularnego photoshopa. tego dnia rozpoczęła się era zdjęć, na których czegoś brakuje. gwiazdom brakowało pępków, uszu, kości policzkowych. kasia tymczasem zarzuty, jakoby jej zdjęcia były falsyfikatami, ripostuje lakonicznym "jad sączy anonim". ostatnio jakiś paparazzi zrobił jej jednak fotografię, jak siedząc na strapontenie gra w państwa-miasta z popularnym raperem mezo. zdjęcia podobno już trafiły do serwisu opluj.pl. stephon marbury na live-chacie największy truteń nba nie może znaleźć nowej pracy, w związku z tym postanowił bić rekord w video-chatowaniu mając obrzękłe pośladki od siedzenia na strapontenie. lekarze są dobrej myśli - gorzej z byłym zawodnikiem wolves, suns, knicks i celtics nie będzie. marbury planuje podobno wytatuowanie sobie strapontenu na prawej, wciąż jeszcze nie zamalowanej stronie czaszki. mówi się też o linii dostawek do ławek rezerwowych (dla niespodziewanego gościa) markowanych nazwiskiem stephona. czekamy, nie możemy się doczekać, wierzymy. to tyle o strapontenie - nowym wyrazie w słowniczku naszego malca. jakiś mądry człowiek powiedział kiedyś, że przystawki są dobre wtedy, kiedy główne danie jest do dupy. my sparafrazowalibyśmy tę maksymę twierdząc, że dostawki są dobre wtedy, kiedy siadają na nich fajne dupy. mamy nadzieję, że nasi bohaterowie przypadli wam do gustu.
sobota, 18 lipca 2009
zaginione arcydzieła: jak wyglądałby program tele 5 gdyby artur wojdat był ślepy
jest na tym świecie wiele rzeczy, których nie musimy sobie wyobrażać. na przykład pesto albo burmistrz krotoszyna grający w nogę. ![]() całą resztę jednak trzeba wymyślić. świętego patrona gąbkowych nakładek na mikrofony. burmistrza krotoszyna jedzącego pesto. albo ślepego artura wojdata. nie wiemy jak wyglądałoby nasze życie gdyby słynny kraulista był niewidomy. może metale jedzący loda włoskiego nie byliby tak pociesznym widokiem, może mniej mężczyzn nosiłoby imię łukasz, może eurodance nie byłby taki fajny... tego nie wiemy, ale potrafimy sobie za to wyobrazić jak wyglądałaby ramówka telewizyjna stacji tele 5. oto czego nie zobaczy ślepy artur wojdat na tele 5 w niedzielę, 18 lipca 2009. a cała reszta zobaczy, ale i tak nie będzie zadowolona z jakości obrazu. 6:30 - kickboxer 5: odkupienie - film sensacyjny, usa 1995 8:00 - rohatyniec nosorożec - film animowany kolejny odcinek przygód rezolutnego chrząszcza, rozpowiadającego wszystkim mieszkańcom lasu dębowego, że kiedyś pił z muzykami jazzowymi z lat 60. 8:30 - centurioni - film animowany 9:00 - kickboxer 5: odkupienie - film sensacyjny, usa 1995 10:30 - airwolf mówi nie - telewizja edukacyjna naucz się asertywności od wysoce wyspecjalizowanego wojskowego śmigłowca o nazwie kodowej ''airwolf''. od niemiłych pań w sklepach wykonujących nadruki na koszulkach, przez natarczywych przechodniów proszących o papierosa i jeszcze jednego dla kolegi, po kapitanów armii stanów zjednoczonych imieniem stringfellow proponujących udział w niebezpiecznej misji w okresie zimnej wojny - naucz się mówić ''nie'', albo chociaż ''zambo''. 11:30 - rozmowa dnia na pytania elżbiety jaworowicz z domu latawiec odpowie agent piłkarza legii warszawa i reprezentacji polski rogera guerreiro - robalinho. prowadząca zada jak zwykle wiele nurtujących społeczeństwo pytań, np. z kim wolałbyś znaleźć się na bezludnej wyspie - z sophie b. hawkins czy z laską ze snapa? ![]() 12:30 - kickboxer 5: odkupienie - film sensacyjny, usa 1995 14:00 - rady dziadka zduna - telewizja edukacyjna dobroduszny dziadek zdun jak co tydzień radzi telewidzom nie tylko w kwestii naprawy pieców. temat dzisiejszego odcinka - ''martwy robak na biurku - zamrażać, nie zamrażać, odwrócić wzrok''. 15:00 - quiz muzyczny trójka śmiałków próbuje odpowiedzieć z pamięci na pytanie kto wykonuje piosenkę ''independent love song''? 15:30 - kickboxer 5: odkupienie - film sensacyjny, usa 1995 17:00 - talk show dziś gośćmi będą: człowiek, który twierdzi, że wojciech młynarski nie żyje, człowiek, który twierdzi, że marian opania nie żyje oraz maria pakulnis. 18:00 - easy pc: kochaj i twórz korespondencję seryjną w MS Word - serial obyczajowy serial o losach grupy przyjaciół, na podstawie popularnego cyklu poradników dla początkujących użytkowników komputerów osobistych. 19:00 - tequila i bonetti - serial sensacyjny, usa 1992 20:00 - program informacyjny andrzej turski i ulubiony serwis informacyjny wszystkich z wyjątkiem rzymian. 20:30 - kickboxer 5: odkupienie - film sensacyjny, usa 1995 22:00 - czynnik psi - serial s-f, kanada 2000 23:00 - koncert michała rudasia 0:00 - ciało kobiety, pick'n'roll - magazyn poradnikowy krystyna szymańska-lara opowiada o macicy i wnba. 1:00 - erotyczne pragnienia - serial erotyczny, francja 1996 2:00 - noc z apetytem na zdrowie najlepsze fragmenty programu dla miłośników aktywnego trybu życia i kolesi imieniem doman ![]() 3:00 - doman program tylko dla miłośników kolesi imieniem doman. ![]() 4:00 - wierzby rosochate - program muzyczno-katolicki tylko najlepsze teledyski 5:00 - kickboxer 5: odkupienie - film sensacyjny, usa 1995 a progrą byłby zapowiadanę tak:
poniedziałek, 22 czerwca 2009
wtorek, 16 czerwca 2009
trzykroć
dziś są jego urodziny. w tym roku skromny budżet nie pozwolił nam na wyprawienie takiej biby, jak przed rokiem. ale pamiętamy i prosimy o pamiętanie. ![]() skoro zeszłoroczne urodziny były świętem sokratejczyków, dziś postanowiliśmy się skupić na jubilacie. od rana wertujemy poradniki dla rodziców 3-letnich brzdąców. teraz, bogatsi o wiedzę na ten temat, skonfrontujemy sokratesa z jego rówieśnikami.
a za rok kupimy ci taaaaaką wypasioną książeczkę. ![]()
sobota, 13 czerwca 2009
sondny dzień: bezwzględna głębokość
są takie opowieści, których nie da się zacząć inaczej niż przechodząc od razu do rzeczy. kiedy widzisz bażanta za krzakiem w przemysłowej części sztokholmu, mówisz ''o, bażant''. kiedy coś cię boli, mówisz ''ssssss'', trzymając się jednocześnie za obolałe miejsce. kiedy zjadłeś serek należący do dziennikarza gazety wyborczej, jacka sarzało, mówisz ''zjadłem serek po sarzale''. kiedy obejrzałeś film pt. ''mega shark vs giant octopus'', mówisz ''obejrzałem film pt. 'mega shark vs giant octopus''. w związku z tym... obejrzeliśmy film pt. ''mega shark vs giant octopus''. i był to najlepszy film o pojedynku mega rekina z gigantyczną ośmiornicą, jaki kiedykolwiek widzieliśmy. miał on wszystko, co powinien mieć dobry film o pojedynku mega rekina i gigantycznej ośmiornicy, czyli: - odtwórczynię głównej roli, która w latach osiemdziesiątych była gwiazdą muzyki środka popularnie zwanej popem, a obecnie nagrywa piosenki z kolesiem z new kids on the block - irlandczyka o imieniu lamar - efekty specjalne jakich świat jeszcze nie widział - w latach 50-tych, wczesnych latach 50. - historię o traumie z dzieciństwa związanej z widokiem złapanego w sieć delfina, opowiadaną przez jednego z bohaterów - miłość na goło, której bezpośrednią przyczyną była historia o traumie z dzieciństwa związanej z widokiem złapanego w sieć delfina - mężczyznę oznajmiającego, że za dwa dni się żeni i ginącego kilka sekund później - mężczyznę oznajmiającego, że za dwa dni się żeni i ginącego kilka sekund później w ten sposób: - widowiskowo zmontowane sceny laboratoryjne, w których ludzie robią przypadkowe rzeczy przy użyciu probówek z różnokolorowymi płynami i fantazyjnie patrzą przez mikroskop - radar wydający charakterystyczny odgłos - pilotów mówiących ''roger that'' w trakcie rozmowy przez radio - mega rekina - gigantyczną ośmiornicę - lorenzo lamasa pozostawia on niedosyt tylko w jednej kwestii - tak naprawdę nie wiadomo, kto wygrał. dlatego postanowiliśmy decyzję na temat tego, kto jest najgroźniejszym stworem wodnym, oddać w wasze ręce. a zatem: mega rekin mocne strony: słabe strony: zapoznał kasię skrzynecką z mezo gigantyczna ośmiornica mocne strony: słabe strony: nigdy nie ma jej w domu, gdy sprawdzane są liczniki ciepła lorenzo lamas mocne strony: ![]() słabe strony: ![]() hę?
środa, 03 czerwca 2009
hipotetyczny weekend w sztokholmie
jest takie prastare powiedzenie ludowe "jak nie idzie, to nie idzie". w życiu może nie iść na różne sposoby, na przykład książka, którą bardzo chcesz czytać, bo wiesz, że na 341 stronie zrobi się ciekawie, wcześniej opowiada o tym, jak człowiek urodził się w tysiąc dziewięćset trzydziestym, a później spędzał dzieciństwo nad rzeką, a ta rzeka miała wiry i w tych wirach tonęli ludzie, a ci ludzie mieli wielkie stopy i zanim utonęli, kaleczyli je sobie na rżysku. są takie książki i one nie idą. nie iść może również z matmy, a innym nie idzie bramki strzelić. różnie bywa. chcieliśmy wam przedstawić inną historię, kiedy nie idzie. załóżmy że jest to sytuacja następująca: ktoś przypadkiem dowiaduje się, że można na weekend polecieć do sztokholmu za 100 złotych w obie strony i mieć niezły ubaw, bo sztokholm piękny, a weekend słoneczny. ten ktoś decyduje się na taki wypad, bierze ze sobą znajomych i już wszyscy razem, po wydaniu rzeczonych pieniędzy na bilet, nie w porę dowiadują się, że ten sztokholm, do którego lecą, tak naprawdę nie jest sztokholmem, w którym jest gamla stan, zamek królewski, najwęższa uliczka świata i smukłe blondynki. ten sztokholm do którego lecą oddalony jest o 100 kilometrów od tego właściwego, a żeby dojechać z jednego sztokholmu do drugiego, trzeba zapłacić kolejne 100 złotych. znajomi decydują się na ten krok. ![]() po pokonaniu mniej i bardziej fortunnych zakrętów dojeżdżają do właściwego sztokholmu, ale okazuje się, że mieszkać tam nie idzie, bo hotele zajęte, a ten jedyny wolny muszą dzielić z pracownikami chińskich linii lotniczych i gadatliwym anglikiem, który pracuje w szwecji, a prababcię ma z polski. dach nad głową kosztuje kolejne 100 złotych za kolejne 12 godzin, na domiar złego jest znacznie oddalony od centrum właściwego sztokholmu - tego w którym jest gamla stan, zamek królewski, najwęższa uliczka świata i smukłe blondynki. paczka znajomych uznaje zrządzenie losu za ostateczne przeznaczenie i postanawia przenieść centrum sztokholmu w okolice swojego hotelu, żeby było taniej, żeby nie płacić kolejnych 100 złotych i w ogóle. no a konsekwencje są takie, że zdjęcia z tego wyjazdu nie nadają się na facebooka, ewentualnie na naszą klasę, do galerii "ja, tiry, droga żwirowa i przetwórnie warzyw i owoców". ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() nie znasz dnia ni godziny, twój weekend w sztokholmie przyjdzie po ciebie, zgwałci, obrabuje i wyrzuci gdzieś na mokrym okęciu. bądźcie czujni kochani. wejdźcie na kolejny level po ściernisku, przez wiry i place buraczane. |
Ostatnie notki
Zakładki:
*a tutaj sokratejski manifest
*inne nasze
*nasze milusińskie:
*znamy się z czytania:
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||