sobota, 07 kwietnia 2012
inspektor tomek ś. na tropie peruki moniki b. wobec indolencji koronera pawła k. w wielką sobotę - kryminał

wielka sobota, przed północą. na parkingu pod biedronką stoi ledwie do połowy zatankowany paliwskiem, ale już wystarczająco wesoły, by zagadywać okoliczne facetki, turbo x5 mercedes super peżot.

- czego chcesz tym razem, peżot? - pyta barbie, gruba locha o oczach, jakby siatkówkę zdjął z wykidajły patryka strzegącego wejścia dla personelu w biedronce i jeszcze dwa razy pociągnął pędzlem. barbie ma nieopodal lux24hbar, ale już dawno w nim nie ma jedzenia, bo firma przynosiła straty i grozi jej plajta w te pędy.
- schabu ze śliwką, fileta z tołpygi, bejb - odpowiada turbo x5 mercedes super peżot, przyrodni brat rudolfa co się zowie angus tak naprawdę. w tle leci kuba ka, znany z tego, że nie odpowiada na maile od spamerek i miał swego czasu bardzo przyjemną rozmowę z bono, podczas której irlandczyk trzy razy użył sformułowania freedom dom dom dom



na hasło filet z tołpygi zbiegają się okoliczne koty, które próbują od barbie wyżebrać jakieś ochłapy, ale ani słowo filet, ani ochłapy, a zwłaszcza tołpyga nie mieszczą się w kocim słowniku, który jak wiadomo, należy do rodziny bantu, używany jest tylko w gabonie, kamerunie i kongu, a w 1971 roku liczba mówiących tym językiem wynosiła ok. 28 tysięcy.

na język kota przetłumaczono fragmenty biblii.

- czy wiedziałaś, że w międzywojniu rentgenem leczono choroby weneryczne? - pyta turbo x5 mercedes super peżot, ale barbie na niego nie zwraca uwagi. zajęta zmywaniem lakieru do paznokci ze swojej torebki, próbuje jednocześnie ułożyć kostkę rubika, w której każdy z kolorów jest innym odcieniem twarzy agaty paskudzkiej. oderwawszy wzrok, sztucznie podtrzymuje rozmowę pytaniem:
- a gdzie byłeś, gdy cię nie było?
- w toalecie - odpowiada żartem turbo x5 mercedes super peżot. wiadomo, że w toalecie nie był, bo toalety ani w biedronce nie ma, ani w lux24hbarze nie ma, ani nie ma jej w promieniu 1400 wiorst tak w ogóle po całości.

na horyzoncie pojawia się myśliwy, którego nazywają kozi włosi bez zmiękczenia w wygłosie. energicznym ruchem podchodzi do barbie i szepcze:
- coś mi tu nie gra. dlaczego turbo x5 mercedes super peżot nie je fileta z tołpygi? przecież to od razu naprowadza na niego trop śledczych.
- niby dlaczego? - protestuje peżot - przecież mam alibi.
- ale masz też motyw. spółkowałeś z denatką, gdy ta jeszcze żyła, patrzyła na świat przez różowe okulary, a perspektywy na przyszłość miała na poziomie piętra z fitness klubem zasobnym w salę do jogi epickiej w żaglowcu lebeskinda.
- i co? to motyw?
- przewodni!!! - krzyczy kozi włosi bez zmiękczenia w wygłosie. barbie w tym czasie kryje się z resztkami tołpygi za pobliskim bankomatem euronetu przeczuwając, że tutaj nie z jednego pieca będą kulom się kłaniać.
- bynajmniej - odpowiada peżot i proponuje ugodę wyciągając w kierunku oskarżyciela rękę ułożoną w taki kształt, który cień pobliskiej latarni czyni na asfalcie dwugłową pliszką.
- nic z tych rzeczy, za chwilę mi tu wyśpiewasz wszystko, łącznie z tym, dlaczego pozwoliłeś uprowadzić swojego pasierba.
- chyba przyrodniego brata?
- ha! mam cię. skąd wiedziałeś, że nie pasierba?
- bo nie mam pasierba, nie wiem nawet co to jest pasierb - czy tak się mówiło na ziomala w czasach dalajlamy dwunastego? mam tylko przyrodniego brata rudolfa, co się zowie angus. czy coś mu się stało?
- został uprowadzony.
- och! nie - mówi super peżot i strzela z dwururki, która mu została po sześciopaku. aż się okoliczne koty rozbiegły po okolicznych zakamarkach parkingu biedronki, a kuba ka przestaje śpiewać i w trybie natychmiastowym zapuszcza włosy.



barbie w tym czasie zauważa, że wykidajło patryk strasznie oblazł babim latem, więc ściąga z niego babie lato za pomocą lepkiego wałka firmy amway, który trzyma w puzderku.

nagle zaczyna płonąć pobliski kosz na śmieci.
- to już czwarty w tym miesiącu - cedzi kozi włosi bez zmiękczenia w wygłosie. i spluwa na ziemię tyle co kot napłakał.
- podejrzewasz seryjnego podpalacza koszy na śmieci?
- nie tym razem. jest wielka sobota. seryjny podpalacz koszy na śmieci podpala kosze na śmieci tylko w okresie adwentu i siedemdziesiątnicy. to robota kogoś, kto chce, żebyśmy myśleli, że to seryjny podpalacz koszy na śmieci. bardzo mizerny naśladowca.

- słuchaj. może i jestem byłym nałożnikiem denatki, ale pozwolić uprowadzić swojego przyrodniego brata? masz mnie za potwora, kozi włosi - mówi peżot i strzela focha na cały świat.
- wierzę ci. gdybyś kłamał, wyczułbym to. ale uważaj peżot, śledczy są tuż tuż.

- a właściwie czemu ty tak bardzo chcesz znaleźć przyrodniego brata peżota. przecież to straszne ladaco. gdy go widziałam ostatnio, słał kuksańca starej kozłowskiej.
- bo wierzę, że ten chłopak może zrobić wiele dla tego miasta. ma talent.
- niby jaki??? - dopytuje dalej zaciekawiona barbie.
- robi świetną mokkę oraz zna cartera.
- też znam cartera - obrusza się turbo x5 mercedes super peżot, który jest bliski odwrócenia się na pięcie i pójścia na chatę.
- znanie cartera na facebooku się nie liczy, on przyjmuje wszystkich do znajomych, nawet grubego pietruszyckiego przyjął, choć ten jeszcze nie ma osi czasu - protestuje kozi włosi.

zapada cisza. gdzieś w oddali słychać dźwięk wyjmowanych nie po kolei naczyń ze zmywarki i wiertarki bez udaru próbującej sforsować wielkopłytowe ściany.

- miałem kiedyś sen - szepcze peżot - staliśmy tutaj razem i czekaliśmy, aż nas pojmają...
- chyba pojmią.
- no. śledczy. ale nic się nie działo. staliśmy tak bardzo długo. w międzyczasie biedronka zmieniła nazwę na tesco, w tesco skończyło się whiskey grand 43 złote za 0.7, a kasjerka z wąsami wydała za żonę syna patryka, wykidajłę.
- też to zauważyłem, kasjerki częściej mają wąsy, niż niekasjerki - wtrącił ponownie kozi włosi.
- staliśmy tutaj bardzo długo. i w tę noc, taką jak ta dzisiaj, nikt do nas nie przyszedł, choć liczyliśmy, że jeśli nie odnajdzie się angus, to przynajmniej nas aresztują za porwanie angusa, albo będziemy mogli donieść na siebie nawzajem w sprawie tego porwania. nic się nie wydarzyło. barbie nie zszedł lakier z torebki, mi nie weszła tołpyga, a kuba ka poszedł w kazamaty na autoreversie. ty natomiast, kozi włosi, zabiłeś kota.

(śpiewają razem)
- ciiiicha noc święęęęęta nocccc.

02:37, ljoekelsoey
Link Komentarze (1) »
środa, 08 lutego 2012
zaginione arcydzieła: naklejka z płyty meliny mercouri feat. szczepcio i tońcio "twarz czarownicy trzymającej dwie karty asy"
płyta została wydana w 10 winylowych egzemplarzach, z czego tylko jeden przetrwał stalinowską zawieruchę i w niemal kompletnym stanie (bez naklejki wypełniającej środek płyty) zachował się do naszych czasów. ostatnio odkryła go w pawlaczu XIX-wiecznego dworku hrabina karolina, która zawsze liczyła na wypasiony salon łazienkowy, ale się przeliczyła zakupiwszy drogą armaturę do pary wodnej znanego producenta.

płyta powstała prawdopodobnie w 1947 roku, kiedy młoda piosenkarka podjęła drugą próbę nadania swojej karierze rangi międzynarodowej. pierwsza próba wiązała się ze wstawieniem ikonki sikającego chłopca - symbolu brukseli - w miejsce litery m w imieniu i nazwisku. brak natomiast danych na temat motywacji słynnych lwowskich baciarów. być może szczepcio i tońcio zrobili to dla hecy, co trochę potwierdza tytuł pierwszej piosenki:

skappadabarudibidurabarudibidu

muzyka zarejestrowana na longplayu wykracza poza szeroko pojętą ludyczność i raczej jest bliska koneserom kutii bez rodzynek i urody gadget hackwrench, jak również bliska uszom w typie uszu gadget hackwrench.



my jednak chcielibyśmy skupić się na zaginionej naklejce. nie ma dowodów, że wyglądała tak, jak zapamiętali ją ostatni żyjący świadkowie. ale musimy zawierzyć trzem osobom, którym za chwilę oddamy głos. z tego trójgłosu sami stworzymy sobie jeden obraz zaginionego arcydzieła.

pan henryk z łucka: 
melina mercouri feat. szczepcio i tońcio... ehh, to była wspaniała rzecz, dałbym wiele, by jeszcze raz zobaczyć jak ta naklejka pracuje ze światłem z żarówki 40-watowej w kloszu w kształcie kiści bobu. mam wrażenie, że to pierwszy raz, kiedy zastosowano hologram. gdy patrzyło się na naklejkę pod kątem 90 stopni, można było przeczytać coś jakby notatkę "sprawdzić na jakiej wysokości musi być gniazdko od lodówki". gdy hologram się trochę odchyliło w którąś ze stron, pojawiała się panorama racławicka i herb as romy. tło naklejki to był chyba żółty wpadający w żółty neapolitański. tak to zapamiętałem.

pani eugenia chcąca zachować anonimowość:

zalałam sąsiadom z dołu realność i byłam wściekła, że do tego doszło akurat w momencie, kiedy mój wnuk, późniejszy były szef gromu, wywalił choinkę i zbił wszystkie bombki, nawet tę latarenkę świętego jana, którą przechowywaliśmy od pokoleń w puzderku z wygrawerowanym napisem "belka". nie mogłam się rozerwać, dlatego sprzątanie zbitych ozdób odłożyłam na później i zeszłam do sąsiadów zobaczyć, jakie mają straty. gdy do nich weszłam, na szafce w przedpokoju leżała płyta meliny mercouri feat. szczepcio i tońcio. nie miałam za dużo czasu na przyglądanie się jej, bo to mieszkanie zalane, a wnuk został sam w domu z tą jego iskrą w oku i żywym srebrem na podłodze. co do naklejki, jestem tylko pewna, że była śliska i miała napis "the very best of gródek". 

pan atanazy z warszawy:
jeśli pamiętacie państwo podkładkę od piwa eb, to ta naklejka była identyczna, tylko okrągła i pachniała winem, przez chwilę. miałem tę płytę w rękach tylko raz. moja ówczesna przyjaciółka dorota słuchała tego godzinami, a jak już wyjęła z gramofonu, od razu zalaliśmy ją czerwonym wytrawnym, tak że no, jaja jak berety, kajzerki jak w dyskotekach. była kupa śmiechu. ale podczas ścierania naklejka się zdarła, płyta przestała grać, a dorota umarła 50 lat później ze starości.

oto ona. naklejka, ktorej nigdy nie posmakujecie, której nigdy nie powąchacie, nie dotkniecie i nie zobaczycie, jak się mieni w świetle 40-watowej żarówki. zamiast tego możecie sobie popatrzeć, jak melina mercouri pali papierosa, zapuszcza inną płytę i patrząc na zdjęcie piłkarzy cracovii śpiewa o tym, że pasy pany.

14:42, ljoekelsoey
Link Komentarze (4) »
wtorek, 27 grudnia 2011
na leżąco i w punktach o najgorszych rzeczach
ten tekst będzie w punktach i chcieliśmy się z tego wytłumaczyć. ostatnio dużo rzeczy w internecie zapisywanych jest w punktach. u nas zamiłowanie do rankingów przyszło znacznie wcześniej niż w momencie gdy zaczęliśmy za ich tworzenie zarabiać. na przykład w liceum nieustannie prowadziliśmy ranking najgłupszych przygód jakie nas wtedy spotkały. a jeszcze wcześniej robiło się np. rankingi ulubionych piosenek. w 1997 roku jednemu z nas wyszło, że piosenką roku jest ten oto utwór:



nie będziemy już nawet mówić o licznych listach najlepszych strzelców i złodziei sporządzanych na potrzeby naszych wymyślonych lig koszykarskich, w których zawodnicy nazywali się tak samo jak żołnierze g.i.joe w cywilu lub jak prawdziwi gracze nba czasem z lekko przekręconym imieniem. pamiętamy nawet, że najlepszym strzelcem ligi nbl był w sezonie 93/94 niejaki lydon terrence z dallas hurricanes, a tytuł mistrzowski zgarnęła ekipa los angeles wings, w której prym wiedli bracia doc i don rivers. kiedyś może zrobimy nawet ranking najgłupszych rzeczy jakie pamiętamy, ale póki co ranking tych rzeczy, o których wolelibyśmy zapomnieć, a co najwyżej w przyszłości wracać do nich tylko podczas przeglądania archiwalnych wpisów na jakimś naszym blogu, który miał być o krzyżakach, a wyszedł o silosach kiszonej kapusty, muzyce power dance, produktach zpm somlek z sokółki i zanikaniu fazy na pisanie bloga. a jeśli już o zanikaniu fazy mowa, to kiedyś jeden z nas stworzył ranking najlepszych odwołanych seansów filmu "wojownicze żółwie ninja 2" w kinie w węgrowskim ośrodku kultury z powodu braku fazy. jeden z nas "wojownicze żółwie ninja 2" ostatecznie obejrzał, z czego morał jest taki, że fazy wracają.

ale ale. tekst miał być w punktach, przejdźmy zatem do właściwego rankingu poprzedzonego jeszcze dwoma zdaniami wstępu. jeden z nas był jakiś czas temu w szpitalu i ostatni miesiąc spędził leżąc głównie na lewym boku. taka pozycja ma to do siebie, że nawet najszersze horyzonty stawiane są do pionu i właśnie z takiego punktu widzenia powstała ta oto lista. lista najgorszych rzeczy na świecie jakie mogą przyjść do głowy po miesiącu leżenia głównie na lewym boku:

- chamstwo

- perspektywa spotkania jacka wójcickiego i kolesia z dobry wrocławiu w zapyziałym sklepie akwarystycznym

- kaszel

- jak cię ktoś przelicytuje w ostatniej sekundzie aukcji na allegro i koło nosa przechodzi ci megatron zbudowany z klocków kompatybilnych z lego, na dodatek za pół darmo

- peły pęcherz gdy znieczulenie dolnej części ciała jeszcze nie ustąpiło

- ludzie o lekko zgarbionej posturze i szczurzej twarzy

- fakt, że ofra haza nigdy nie nagrała duetu z pukim


- gdy twoja skrzynka pocztowa kwalifikuje maile od dominika tomczyka jako spam

- że trzeba jechać aż do budvy, żeby zobaczyć dzwon kirka douglasa

- niezapowiedziane wizyty arcypasterzy

- niespodziewane początki jesieni w centrum rzeźby polskiej w orońsku

- ułożenie spodni żeljko bebeka


- bałagan w pokoju

- charlotte bobcats

- ości

- niezrealizowane pomysły, takie jak np. komiks o omarze sangare, którego przykładowe panele mogłyby wyglądać tak...


- gdy w czterech kolejnych rozwiązywanych krzyżówkach jednym z haseł jest "anyż" bądź "anyżek"

- przesłanianie przez komercyjny wymiar świąt bożego narodzenia ich prawdziwego sensu, czyli zagrzewania do boju washington bullets



- imprezowe zdjęcia z portalów klubowych

- niektóre wełniane bałwanki

niedziela, 20 listopada 2011
piosenka o końcu świata
nie za bardzo wiemy, któremu jeźdźcy bardziej w tym względzie ufać, ale refren pewnie będzie brzmiał jakoś tak:

koniec świataaaaa
lulilaj
koniec świataaaaa
lulilaj


10:39, ljoekelsoey
Link Komentarze (1) »
niedziela, 21 sierpnia 2011
rzecz o leśnych ludziach z pojezierza szackiego
gdy wieje wiatr, piwo lvivskie w dwulitrowych butelkach rozgrzewa ich po łaziku, w którym spędzają większą część życia. nigdy nie byli w polsce, choć od warszawskiego bródna dzieli ich zaledwie 250 kilometrów w linii prostej. to jedni z tych, którzy o sobie mówią "nie mam pendrive'a, ale nie mam też kaca". z krainy, w którą zesłał ich los, potrafią czerpać garściami. i nie chodzi wcale o podglądanie miejscowych białogłów za pomocą szpiegowskiego systemu wideo zainstalowanego na wysokiej wieży w środku lasu, nie chodzi o ślęczenie w dyskotece cинатра w szacku, zasobnej w wieczór tematyczny o enigmatycznym tytule "ero-party". chodzi raczej o łapanie ryb i raków w pięknym jeziorze lucymer i mówienie do nich "pójdziecie z nami", łapanie kłusowników w szackim parku narodowym i mówienie do nich "pójdziecie z nami" oraz łapanie turystów robiących zdjęcia ich domostwom, uświadamianie turystom, że wołyńskie domostwa są przeciętne i wywożenie turystów łódkami na jeziora, by zachwycali się krajobrazem, a nie ich domostwami, które przecież są przeciętne. przeciętne są. no.









leśni ludzie z pojezierza szackiego uważają się za połączenie strażaka sama, listonosza pata i mitcha buchannona. ciężko pracowali na ten status, którego nie oddaliby nawet za bardzo wiele pysznych chałw, nie wymieniliby na pełną kolekcję kryminałów "inspektor tomek ś. na tropie peruki moniki b. pod czujnym okiem koronera pawła k.", a nawet na możliwość zjedzenia obiadu z oblubioną za młodu sarą księżniczką, oglądaną w śnieżącej, ale odbieralnej na ich szerokości geograficznej tvp2. na ten status pracowali w szackim lisowym koledżu pod czujnym okiem profesora matrioszki nazywanego przez studentów żartobliwie marszrutką w związku z tym, że na jego zajęciach była niezła jazda, a sale wykładowe pękały w szwach. to na jednej z tych godzin została udowodniona teza, że śliwowica świeci w ciemnościach, jeśli jest polewana ręką boga. marszrutka udowodnił również, że jeleń patrzący na motocykl z czerwonym bakiem może od tego oślepnąć, a kwoki niosą się lepiej w kurniku z wklęsłym dachem. ku rozpaczy studentów lisowego koledżu, profesor matrioszka już nie pracuje w szacku. zwolniono go po tym, jak wyszła na jaw współpraca naukowca z galerią w kowlu handlującą niefrasobliwie wypchanymi zwierzętami.











leśni ludzie z pojezierza szackiego również mają nadprzyrodzone moce. w ich dłoniach nie świecą wprawdzie kieliszki, ale z nadludzką konsekwencją promują swój region za pomocą starego samochodu terenowego o zaskakujących właściwościach trakcyjnych i entuzjazmu o zaskakujących właściwościach antyalergicznych - niewymienialnych na hrywny, niewymienialnych na pyszne chałwy i słony ser w paluszkach. pojedźcie tam kiedyś. może na waszą cześć utną głowę kogutowi. albo całą wsią pójdą do lasu, byście bez skrępowania mogli kąpać się w jeziorze na goło.
wtorek, 02 sierpnia 2011
blaski i nędze życia głazu narzutowego



są różne hipotezy odnośnie pochodzenia tego kamienia. najbardziej wiarygodna sugeruje, że przywiózł go z węgier gall anonim, bo tak nakazał mu święty idzi we śnie niespokojnym, w który zapadł kronikarz chwilę po otrzymaniu informacji, że palatyn sieciech skrzyczał młodego bolesława krzywoustego za podjadanie pańskiej skórki przed kolacją, a ten w rewanżu oślepił możnowładcę i nazwał dupą wołową. zresztą dowodów na związki galla i kamienia jest więcej, m.in. w jego największym pisarskim dziele:

wtedy mnisi trzy dni całe
pościli na bożą chwałę;
a za postu ich przyczyną
matka wnet poczęła syna
był okrągły jak pączuszek
nie miał rączek ani nóżek
więc nazwali go kamieniem
bo żył ciągle z tym brzemieniem

oczywiście to tylko gallowa legenda, nie należy jej brać serio. w dalszym ciągu opowieści kronikarz buja m.in. że kamień przybierał czasem kształt bardzo wysokiego czecha kulącego się przy rozgrzanym piecu po kąpieli w sadzawce pełnej nieprzyjemnych żabiścieków i limnobium gąbczastych. wydaje się to mało prawdopodobne zważywszy na powszechnie znane stronienie czechów od sadzawek. sceptyczny wobec tej wersji zdarzeń był również wincenty kadłubek, który w swojej kronice zapisał:

nie tuszyłbym u anonima faktów. wiadomo, że kamienie się nie rodzą, li wykopuje się je z ziemi, ewentualnie kradnie ze skwerków koło kościoła, jo.

jest jeszcze jedna legenda. że głaz narzutowy na początku był drewniany, a dopiero po pożarze w 1360 roku kazimierz wielki poczynił pewne ulepszenia. ta historia jest do przyjęcia pod warunkiem, że udowodnimy romans kunegundy, siostry króla z twórcą pierwszego atlasu osadu moczu (przechowującego głaz w tamtym czasie w świdnicy). romans ten jest prawdopodobny zważywszy na aseksualizm męża kunegundy - bernarda, a syna bolka I i beatrycze brandenburskiej - pierwszej kobiety z trzecim sutkiem w miejscu szóstego palca u goleni prawej. twórca pierwszego atlasu osadu moczu, zwany tutaj panem spajderem na podświdnickich włościach, podejrzany jest zresztą o nierządne kontakty intymne z innymi białymi córkami królewskimi, za co kazimierz wielki odebrał mu kamień, oślepił, a następnie nazwał dupą wołową.

historycy są natomiast zgodni co do dalszych losów kamienia. przez następne kilkadziesiąt lat jego powiernikiem był właściciel ziemski adam, legendarny całuśnik, dyslektyk i alchemik. głaz przechowywał w chotelu czerwonym, jednej ze wsi w nieistniejącej już gminie hwdp, w świętokrzyskiem. kamień został w tamtych czasach dość solidnie opisany przez jana długosza:

bardzo zachwycający. napiszę na nim kredą "lancetnik's not dead".

jagiellonowie nie docenili, a w zasadzie totalnie zignorowali istnienie tego głazu. kiedy kazimierz jagiellończyk zgodnie ze starym zwyczajem zawitał w chotelu czerwonym, by przeczytać dzieciom z miejscowego sierocińca kolejny rozdział kryminalnych przygód kacpra ryxa, usiadł na kamieniu i zamiast wspomnieć o jego wygodzie, zaczął opowiadać jakąś niedorzeczną historię o ludożercach uzależnionych od kubańskich cygar oraz takiej jednej pannie z liwa, która ma cyce jak parasol i potrafi wygiąć tak palce dłoni na zewnątrz, że sięgają nadgarstka.

w czasach wesołych dla szlachty, a smutnych dla kamieni narzutowych i państw sąsiadujących z rosją, prusami i austrią głaz obrósł mchem, przy czym z mchem tym przestał wyglądać jak głaz, a zaczął trochę jak jakiś napoleończyk, który wypowiada słowo "bynajmniej" w znaczeniu "przynajmniej" albo jak ktoś, kto mówi "my, młoda lewica" w znaczeniu "jestem w nastroju nieprzysiadalnym" i robi przy tym charakterystyczny dziubek. nie były to fascynujące chwile. niemal cały okres zaborów upłynął kamieniowi w takiej inercji i marazmie. aż pewnego dnia odkryła go maria skłodowska curie i napisała na nim "kocham fizykie" ścierając jednocześnie wcześniejszy napis, albowiem widziała za młodu na własne oczy lancetnika, bardzo się go wystrachała i nazwała dupą wołową.

do warszawy kamień przywieźli futuryści, którzy nazywali go meteorytem zrzuconym przez istoty pozaziemskie i zamierzali z powrotem wysłać w kosmos z przewiązaną wpół wiadomością "hyba w kólki se lećićie, nic nam nie zrobićie". zadanie okazało się za trudne. kiedy bruno jasieński wespół z anatolem sternem usiłowali podrzucić kamień, temu drugiemu aż coś pyknęło.

we wrześniu 1939 roku głaz został zbombardowany przez niemców, ale spokojnie, to było tylko draśnięcie. przysypały go jednak gruzy niekiepsko, a co za tym idzie, zaginął na lat okupacyjnych straszny czas i niepogodę. w 1953 odkopał go jura, sowiecki budowniczy pałacu kultury, który widząc znalezisko rzekł "dawaj tuda paskuda", następnie oddalił się po coś do pisania, ponieważ zapałał wielką ochotą wyrażenia się w takich oto słowach: "pozdro dla dziewczyn z domku numer 39 na jelonkach". gdy wrócił z cegłówką, kamienia już nie było. schował go gdzieś wania z domku numer 20 na jelonkach, za co po latach został nazwany przez jurę dupą wołową.

dziś głaz narzutowy został odkopany na placu defilad przez robotników drążących drugą linię metra, za co z pewnością ktoś odpowie, za co z pewnością ktoś zostanie nazwany dupą wołową. sprawa jest rozwojowa, bądźcie czujni. z naszej strony tyle.
poniedziałek, 25 lipca 2011
beast creatures - 1985 sokratesów
zdajemy sobie sprawę, że decyzja o uhonorowaniu naszą nieprzechodnią (zwłaszcza w kontekście porządku dziennego) nagrodą krwiożerczych bestii może być uznana za kontrowersyjną, zwłaszcza pod szyldem norweskiego bobasa, który nawet jeszcze nie widział marszu wilków z pana kleksa, więc co on może wiedzieć o horrorze. ale nie nagradzamy ich za to, że w filmie ''attack of the beast creatures'' biegały po wyspie i gryzły ludzi tak mocno, że aż leciała im krew, tylko za to co robią w czasie wolnym od tych złorzeczonych aktywności. wierzymy, że jeśli poznacie potworki od tej drugiej strony - okazję do czego chcemy dać wam dzisiaj - wydadzą wam się one milszę i sympatyczniejszą. choć po prawdzie nagradzamy je też trochę za to ich bieganie, którego styl określamy jako śmiałe połączenie stylu biegania michaela johnsona i hanny banaszak.



jeśli ktoś nie widział jak biega hanna banaszak to co prawda nie dysponujemy żadnym zapisem, ale kojarzy nam się on trochę ze specyficzną mieszanką strachu, fascynacji i raczej smutnego poczucia zbyt szybkiego i bezpośredniego kontaktu z dorosłością, którą w sześciolatku budzi patrzenie na plakat filmu ''cobra'' w pokoju starszego syna sąsiadów.


co do "bistkriczersów" - koniec końców czemu mieć do nich pretensje, że po pierwsze - bronili swojej wyspy przed intruzami, a po drugie - robili coś czego zidiociałym bohaterom wspomnianego filmu życzyło 99% widzów. proponujemy więc zapomnieć o wszystkim czego nauczyliśmy się z "attack of the beast creatures" (no może poza tym, żeby nie kąpać się w strumykach wypełnionych kwasem) i poznać te stwory takimi jakimi poznaliśmy je my.

chcąc pokazać wam inną twarz beast creatures, postanowiliśmy spotkać się z kilkoma z nich w jednej z nowych alternatywnych knajp na warszawskiej pradze, tej stylizowanej na dziwny posąg stojący w lesie. stworki przybyły punktualnie.


- ludzie ciągle mówią jacy gierzwałd to jesteśmy krwiożerczy a zybułtowo tak naprawdę nic o łodwigowo nas nie wiedzą! w frygnowo rzeczywistości jesteśmy spokojnymi, poukładanymi gierzwałd stworkami zajętymi głównie animacją grunwald kultury na naszej wyspie. pacółtowo jeśli już miałbym wymienić gierzwałd jakąś naszą nienajlepszą cechę góry łubiańskie to byłoby to zapewne glądy zbytnie zainteresowanie nowinkami ze kiersztanowo świata social media. to kiersztanówko lub nieco niepotrzebne nerwy gierzwałd, które okazujemy gdy ktoś rychnowska wola porusza temat luksusowych camperów marcinkowo, chrzanu lub dezodorantów. - powiedział jeden ze stworków, który kazał na siebie mówić anna masztalerz i w oficjalnych rozmowach co czwarte słowo wstawiał nazwę jakiegoś sołectwa z gminy grunwald, choć zecydowanie najczęściej był to gierzwałd. - a ja to w ogóle w "attack of the beast creatures" nikogo nie ugryzłem. ostatnio w ogóle nie mam ochoty na jedzenie bo jestem nieszczęśliwie zakochany w milenie bryle z policyjnych peel. - dodał anna masztalerz już mniej oficjalnie.

poprosiliśmy potworki aby opowiedziały nam coś więcej o tym jak wygląda animowanie kultury na wyspie. głos zabierał głównie stworek imieniem emil.
- robimy co możemy. organizujemy turnieje, w których uczestnicy literują fragmenty wypowiedzi jasia kapeli na temat tego kim jest hipster, happeningi, podczas których przy pomocy ludzików g.i.joe odgrywamy sceny z życia codziennego wydawnictwa amber, a raz w miesiącu budujemy pomnik członkom zespołu b.a.d. master c.



- poza tym promujemy na wiele różnych sposobów lokalną kulturę. nasza wyspa jest światowym centrum kina lignosulfonianowego, którego tematem przewodnim jest ukazywanie różnych przygód spersonifikowanych lignosulfonianów wapniowych. ostatnio nawet producenci z hollywood rozważali zrobienie remake'u jednego z naszych filmów, w którym pewien lignosulfonian wapniowy podczas spożywania kotletu pożarskiego otrzymuje propozycję zagrania roli diabła w skórze niemieckiego biznesmena w amatorskim filmie, a następnie ratuje grażynę łobaszewską przed zbyt długim oglądaniem powtarzających się zapowiedzi programów na discovery. mamy też prężnie działającą scenę muzyczną. największą jej gwiazdą jest grający wybuchowe połączenie rocka i odgłosów kartkowania poradnika ''bordiury szydełkowe nie tylko koronkowe'' zespół o nazwie w tle na zdjęciach czai się tomasz. polecam szczególnie ich ostatnią płytę "w tle na zdjęciach czai się dariusz".

- a ja to oglądam głównie "trudne sprawy" w telewizji - wtrąca nagle stwór, który zapytany jak mamy do niego mówić, powiedział, że "pająk". - cenię twórczość okiła khamidowa, a poza tym to ciekawe, bo u nas na wyspie nie spotykamy się z takimi problemami jak usługi seksualne bez baru.



jak zawsze w chwilach, gdy ktoś przywołuje "trudne sprawy" dyskusja schodzi na temat "trudnych spraw". stworki co rusz tuptają machając rączkami do baru, a pęd powietrza rozwiewa ich czuprynki. ostatecznie wspólnie doszliśmy do wniosku że 16 października należałoby uczynić międzynarodowym dniem tego chłopaczka, który w "trudnych sprawach" miał 14 lat i był oskarżony o ocieranie się o koleżanki w kolejce do sklepiku, a w "dlaczego ja" miał 16 lat, o 9 lat starszą dziewczynę i ojca, który zagadnął go na temat seksu. to nie była jednak konkluzja naszego spotkania. rozmawialiśmy bowiem jeszcze długo utwierdzając się w przekonaniu, że beast creatures to równe chłopaki, których warto uhonorować sokratesami, by zwrócić uwagę, że horrory b-klasy nie mówią o życiu całej prawdy - jasne, ono często potrafi zjeść człowieka do kości w kilkanaście minut, ale jest też przecież w nim miejsce na grażynę łobaszewską i pionierów polskiego rapu, a trudne sprawy czasem dotyczą kogoś innego. potworki nagradzamy 1985 sokratesami - tak jak rok, w którym film "attack of the beast creatures" został nakręcony.
środa, 13 lipca 2011
piusowie cztery lata po wyborach mistera - część trzecia z trzech
pius IX

wczoraj i dziś


- jak dzisiaj wspominasz to, co działo się podczas wyborów mister pius 2007?
- cudowny turniej, wspaniały bal, bombowe gratisy od sponsorów, świetny faszerowany szczupak. wygrałem i pewnie to zwycięstwo przeszkadza mi w obiektywnym odniesieniu się do sprawy. zresztą, czy można w dzisiejszych czasach być obiektywnym? ostatnio byłem w carrefourze z kardynałami, wszyscy zamówiliśmy sobie po trójkącie pizzy hawajskiej, ale tylko na moim kawałku znalazł się skrawek ananasa. purpuraci się oburzyli, a chwilę później przestały im się podobać również skarpety "sports" po które de facto do sklepu się wybraliśmy. wyszli z niczym, a teraz świecą paluchami.
- dużo się zmieniło od tamtego czasu w twoim życiu?
- hmm, bywało różnie. długo byłem uzależniony od gry "little big planet", której wersję demo dostałem właśnie podczas finału mistera. niedawno zakończyłem odwyk i próbuję wrócić do normalnego życia, co nie jest łatwe. raz na jakiś czas możliwość tapetowania rzeczywistości henrykiem VIII w asyście braci bobrów jest silniejsza ode mnie.



- gdyby się nadarzyła sposobność, wziąłbyś udział w "mister pius" ponownie?
- pod warunkiem, że nagrodą nie byłaby "little big planet II".


pius X

wczoraj i dziś


- jak dzisiaj wspominasz to, co działo się podczas wyborów mister pius 2007?
- pamiętam, że paweł bukrewicz przyszedł na galę ubrany identycznie, jak ja. była kupa śmiechu, ale gdy zobaczyłem kilka dni później nasze zdjęcia obok siebie w jednym z kolorowych czasopism, omal nie umarłem ze wstydu - na prowadzącym teleekspres to wdzianko wyglądało o niebo lepiej.
- dużo się zmieniło od tamtego czasu w twoim życiu?
- jakiś szarlatan podrzucił mi dietę dukana. chciałem mieć sylwetkę pawła bukrewicza, a tymczasem po kilku miesiącach kuracji zaczęły wypadać mi włosy i mięknąć stawy kolanowe, po roku zacząłem pisać diss na pawła bukrewicza, po dwóch latach przestały mi się podobać watykańskie wdzianka, a zaczęły papamobile z otwartym dachem i zawieszeniem hydraulicznym. od wczoraj nic nie paliłem, więc jeśli macie coś zielonego... walić dietę dukana.
- gdyby się nadarzyła sposobność, wziąłbyś udział w "mister pius" ponownie?
- mógłbym pod warunkiem, że cały turniej odbyłby się w formule slamu, a prowadzącą była ta z wielkim tyłkiem od kammela, ela, ela, o, o, o.


pius XI

wczoraj i dziś


- jak dzisiaj wspominasz to, co działo się podczas wyborów mister pius 2007?
- moim zdaniem doszło do jakiegoś przekrętu. pius IX nie zasłużył na tytuł. widziałem, jak przekonywał kilku wyborców w zamian za głos obiecując ręcznik z wyszytym herbem bogatyni i świecącym w ciemności mieczem samurajskim. takie sytuacje nie powinny mieć miejsca na tak wysokim szczeblu rozgrywek pomiędzy ojcami świętymi. byłem przygotowany na uczciwą walkę, a nikt nawet nie zwrócił uwagi na moją wyborczą obietnicę przejęcia przez watykan 4funtv i spalenia na campo de' fiori psa leszka.
- dużo się zmieniło od tamtego czasu w twoim życiu?
- zapisałem się do amnesty international, ze swoim zespołem punkowym "bazie chrystusa" wystąpiłem na wośp-ie. niedawno wróciłem z łeby, gdzie plażowałem w towarzystwie mojej nowej panny, byłej wokalistki "arki noego". poznaliśmy się w kościele. zwróciła mi uwagę, że śpiewam "mielenie serc, które czekają na ewangelię", co jest niezgodne z oryginałem. byłem w szoku, człowiek uczy się przez całe życie.
- gdyby się nadarzyła sposobność, wziąłbyś udział w "mister pius" ponownie?
- tak, ale tylko przy asyście międzynarodowej komisji nadzorującej demokratyczny przebieg wyborów. i przeniósłbym z konklawe tradycję korzystania z łazienki góra dwa razy dziennie. pius II zużywał całą wodę z boilerka, zanim zdążyłem się porządnie spocić.


pius XII

wczoraj i dziś


- jak dzisiaj wspominasz to, co działo się podczas wyborów mister pius 2007?
- zaskoczył mnie branscombe richmond, nie wiedziałem, że tak świetnie tańczy. gdy zrobił mostek, wiedziałem, że muszę podejść i zagadać. świetny facet, od tamtego dnia raz na jakiś czas jego rodzina odwiedza moją i odwrotnie. nazwał córkę "XII" na moją cześć. ja nazwałem jedną z moich kaplic "pod wezwaniem kolesia z renegata" na jego cześć. dzięki branscombemu zacząłem więcej się ruszać. chodzę na siłownię, pływam, zapisałem się na salsę.
- dużo się zmieniło od tamtego czasu w twoim życiu?
- no już mówiłem. sport bez granic. gdy jeżdżę na rowerze, nienawidzę pieszych. gdy pływam w basenie, nienawidzę dzieciaków skaczących na bombę. gdy uprawiam jogę, nienawidzę tych, którzy tylko ściszają telefony komórkowe zamiast je wyłączać. gdy chodzę po górach, nienawidzę komercyjnego podejścia do chodzenia po górach, które reprezentował papież-polak. richmond mi pokazał, że nie ma rzeczy niemożliwych, a jeśli są, i tak warto spróbować zamarynować grzybki lepiej, niż robią to w hali mirowskiej w warszawie.
- gdyby się nadarzyła sposobność, wziąłbyś udział w "mister pius" ponownie?
- jasne. czekam na ten dzień z wielkim napięciem. jestem pewien, że tym razem bym wygrał, albo przynajmniej nie zakończył finału na ostatnim miejscu. czuję moc w nogach, w lędźwiach i bicepsie prawym. a jak to mawia branscombe, "w zdrowym ciele duch święty, święty, święty, hosanna na wysokości". napiszcie tylko smsa z informacją, bo nie mam facebooka, brzydzę się facebookiem i nie będę brał udziału w wydarzeniu na facebooku, nawet jeśli to będzie mister pius na facebooku. idę na salsę. sija.


oto i oni, wszyscy, jak jeden mąż stanu kapłańskiego. polecamy lekturze również niewczesny turniej.

I półfinał mister piusa
II półfinał mister piusa
finał mister piusa
ogłoszenie wyniku wyborów mister piusa

17:32, ljoekelsoey
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 lipca 2011
piusowie cztery lata po wyborach mistera - część druga z trzech
pius V

wczoraj i dziś



jak dzisiaj wspominasz to, co działo się podczas wyborów mister pius 2007?

- padał deszcz, a ja miałem tylko cienką kurteczkę. pamiętam, że podczas półfinału strasznie się trząsłem. podszedł do mnie holoubek i powiedział "ach te muchi, ach te muchi, wykonują dziwne ruchi". nie wiedziałem wtedy, że to cytat z polskiego noblisty, dlatego odpowiedziałem skleconą na poczekaniu rymowanką "ach te muchi, ach te muchi, strasznie wielkie mają uchi". gustaw się chyba obraził. rok później już nie żył. nigdy się nie dowiem, co wtedy czuł.
- dużo się zmieniło od tamtego czasu w twoim życiu?
-
mentalnie pewnie jestem tym samym facetem, co kiedyś. nadal lubię sobie pobiegać z psem po górach. przyjaźnię się z amerykańskimi milfami i rdzennymi mieszkańcami prerii. ale fizycznie zmieniłem się bardzo - tak jak zapowiadałem przed czterema laty, poddałem się transplantacji nerek. a dalej już wszystko potoczyło się jak po sznurku. dziś wyglądam, jak wyglądam. gram epizodyczne role w filmach bollywoodu i teledyskach białostockiej formacji muzycznej focus.
- gdyby się nadarzyła sposobność, wziąłbyś udział w "mister pius" ponownie?
-
z takimi pytaniami musicie iść do mojego menadżera. ja jestem osobą zupełnie niedecyzyjną. gdy idę do nocnego po piwo, proszę o piwo. gdy sprzedawczyni pyta jakie piwo, dostaję takiej zawiechy, że wychodzę z niczym.


pius VI

wczoraj i dziś


jak dzisiaj wspominasz to, co działo się podczas wyborów mister pius 2007?
- no cóż, pamiętam że zacząłem kręcić wtedy z piusem II, ale byłem nieszczęśliwie i po uszy zakochany w adamie wiedemannie. wynikło z tego sporo nieporozumień, pius czuł się wykorzystany. uspokajał się dopiero, gdy mówiłem "haj, ajm dikembe mutombo from the houston rockets" tym swoim charakterystycznym głosem, dzięki któremu w seminarium nazywano mnie tomem waitsem watykanu. pius II uwielbia, gdy udaję waitsa udającego mutombo.
- dużo się zmieniło od tamtego czasu w twoim życiu?
-
tak, pius II w pełni zaakceptował tę moją zamierzchłą słabość do wiedka. kupił mi nawet ostatnio na urodziny tomik i każe sobie czytać do poduszki. przyszłość też rysuje się w pięknych barwach. wprawdzie skończyliśmy ostatni sezon przyjaciół, ale jeszcze nie oglądaliśmy joeya, więc ćsiiiiii.
- gdyby się nadarzyła sposobność, wziąłbyś udział w "mister pius" ponownie?
-
średnio. mam taki fajny programik, który pozwala omijać limity na megavideo, w związku z czym po prostu brakuje czasu na wszystko.

pius VII

wczoraj i dziś


jak dzisiaj wspominasz to, co działo się podczas wyborów mister pius 2007?

- spodziewałam się czegoś innego. chciałam, by podczas finału jacyś zamaskowani terroryści wpadli do środka, aby mnie pojmać. czułam się jak księżniczka mołdawii, chciałam, by u mojego boku był michael praed, który zasłoni mnie własnym ciałem, gdy oni będą strzelać. niczego takiego nie doświadczyłam, bo do finału nie dotarłam - to było niemałym zawodem. ale właśnie wtedy pierwszy raz w życiu wysikawszy się użyłam papieru toaletowego...
- dużo się zmieniło od tamtego czasu w twoim życiu?
-
zaczęłam regularnie siadać na deskę podczas oddawania moczu. okazało się, że nie jestem jedyną osobą z prąciem, która to robi, przy czym krzysztof ibisz siada twarzą do spłuczki. później okazało się, że można pójść dalej i oprócz sikania na siedzący,  oglądać też finał you can dance na stojący. na skajpie zmieniłam płeć jakieś dwa miesiące po wyborach mistera, cztery miesiące później przestałam się kochać w opowiadaniach andrzeja stasiuka, a zaczęłam w felietonach jasia kapeli. skąd mi się to wszystko wzięło? pewnie było skutkiem dominującej pozycji mojej matki - karmelitanki bosej.
- gdyby się nadarzyła sposobność, wzięłabyś udział w "mister pius" ponownie?
- chciałabym kiedyś spróbować swoich sił w wyborach miss. rozmawiałam już z innymi papieżycami. niektóre uważają, że warto ideę urzeczywistnić, by zwrócić uwagę społeczeństwa na ciężką sytuację papieży-transwestytów, nie posiadających tylu przywilejów, ile mają męscy przedstawiciele naszego zawodu. mamy wsparcie czarnoskórych kardynałów, szopów albinosów i ryszarda łabędzia.

pius VIII

wczoraj i dziś


jak dzisiaj wspominasz to, co działo się podczas wyborów mister pius 2007?
- hehe, no działo się sporo, zwłaszcza po części oficjalnej. z piusem IV najpierw puszczaliśmy bączki z saletrą, później zbiliśmy szybę starej kozłowskiej piłką do nogi, następnie przegraliśmy z tomkiem gollobem w rozbieranego pokera (o czym wiadomo skądinąd), a na koniec obudziłem się na pętli koło castel gandolfo bez brewiarza i komórki.
- dużo się zmieniło od tamtego czasu w twoim życiu?
-
i tak i nie. wewnętrznie zawsze czułem się krejzolem, który jeśli nie podłoży kardynałowi szpilki pod siedzenie, nie zaśnie snem spokojnym, godnym ojców kościoła. zewnętrznie jednak było z tym wszystkim trudniej. "urzędujący papież nie powinien robić sobie zdjęć na naszą klasę stojąc z gołym torsem przed lustrem tuż przed jutrznią" - tak mi wszyscy powtarzali. teraz czuję się wolnym człowiekiem, mogę zalajkować na fejsie społeczność "co pocznę na kacu, jeśli dwójka zdejmie familiadę", mogę rozbijać się czarnym papa mobile po najbardziej lansiarskich dzielnicach miast województwa lubuskiego. w końcu mogę rzucać w młodszych papieży rzutkami i tłumaczyć się z tego watykańską nudą.
- gdyby się nadarzyła sposobność, wziąłbyś udział w "mister pius" ponownie?
- jasne że tak. wziąłbym udział i w mister pius, i w mister białystok, i w mister of the puppets. w czymkolwiek, byle krzewić ideę bomby imprezowej. pius and love rebiata. muszę spadać. umówiłem się dzisiaj na balety z komitetem na rzecz nadania imienia marii curie skłodowskiej mostowi północnemu w warszawie, a dziewuchy z tego grona znane są z tego, że nie odmawiają kebaba.


kolejny odcinek wywiadu-rzeki z ojcami świętymi w ciągu przyszłych dni. polecamy lekturze również niewczesny turniej.

I półfinał mister piusa
II półfinał mister piusa
finał mister piusa
ogłoszenie wyniku wyborów mister piusa
14:14, ljoekelsoey
Link Komentarze (1) »
niedziela, 26 czerwca 2011
piusowie cztery lata po wyborach mistera - część pierwsza z trzech
minął szmat czasu od wyborów, które przeprowadziliśmy na sokratesie, a które miały wyłonić mistera pośród papieży piusów. postanowiliśmy sprawdzić, co zmieniło się od konkursu u świętobliwej dwunastki.

pius I

wczoraj i dziś


- jak dzisiaj wspominasz to, co działo się podczas wyborów mister pius 2007?
- pamiętam taki jeden wieczór, chyba po półfinale. podszedł do mnie bartek opania i pogratulował awansu. niby nic, ale ja akurat wtedy dużo myślałem o bartku opani. zapytałem go, czy się zejdą z leną w "na dobre i na złe". nie odpowiedział jednoznacznie.
- dużo się zmieniło od tamtego czasu w twoim życiu?
-
wiecie, zająłem wtedy piąte miejsce, czyli ciała nie dałem, ale też nie załapałem się na kanapę u wojewódzkiego. trochę grosza jednak wpadło, wprowadziłem pewne zmiany do stylówy, odpicowałem swoją kawalerkę na niebiesko, bo lubię niebieski. od godzin spędzanych na facebooku zacząłem świecić w nocy, ale dzięki facebookowi nie spędzam tych nocy w pojedynkę. jest taka jedna aldona. szaleje w kuchni. robi sękacza, że mózg staje.
- gdyby się nadarzyła sposobność, wziąłbyś udział w "mister pius" ponownie?
-
w zależności. ciężko powiedzieć. ale chętnie spotkałbym chłopaków. pius IX ciągle wisi mi flaszkę, bo twierdził, że jak się gra długo na playstation, to można przepalić płytę na wylot. założyliśmy się wtedy o to.

pius II

wczoraj i dziś


- jak dzisiaj wspominasz to, co działo się podczas wyborów mister pius 2007?
- no cóż. poznałem wtedy piusa VI, z którym od 4 lat próbuję wiązać koniec z końcem. jeśli jednak pytacie o konkretną sytuację z imprezy - pamiętam uśmiech piusa VI po tym, jak iwonie schymalli poszło oczko w czarnych rajstopach. on ma cudowny uśmiech.
- dużo się zmieniło od tamtego czasu w twoim życiu?
-
no tak, dużo. wtedy miałem ksywę szczudło, a teraz mam ksywę homilia. bycie gejem jest super, zwłaszcza w te dżdżyste poranki, kiedy nic tak dobrze nie wchodzi, jak kolejny odcinek "przyjaciół" na megavideo.
- gdyby się nadarzyła sposobność, wziąłbyś udział w "mister pius" ponownie?
-
nie żałuję udziału w "mister pius", ale za kolejną edycję bym podziękował. mam ciekawsze rzeczy do roboty, niż wystawianie swojego tyłka na widok publiki kierującej się najniższymi instynktami. a fe.

pius III

wczoraj i dziś


- jak dzisiaj wspominasz to, co działo się podczas wyborów mister pius 2007?
- muszę przyznać, że czułem się obco. nie znalazłem wspólnego języka z żadnym z kontrkandydatów, a na parkiecie to ja mogę najwyżej stopy lizać i rzemienie wiązać ani bosak. wszystkie potańcówki przestałem pod ścianą objadając się szpinakiem z serem feta. wcześnie odpadłem z konkursu. dziś nikt nie poznaje mnie na ulicy.
- dużo się zmieniło od tamtego czasu w twoim życiu?
-
no tak jak mówię. niewiele się zmieniło. na gronie nadal mam około siedmiu znajomych, z czego koresponduję tylko z gościem, który ciągle mi przesyła newslettera o zbliżającym się castle party. a przecież miało być tak pięknie, telezakupy mango miałem prowadzić...
- gdyby się nadarzyła sposobność, wziąłbyś udział w "mister pius" ponownie?
-
tak, mimo złych wspomnień bym wziął. i tym razem wykorzystałbym swoją szansę. po pierwsze zmieniłbym sobie imię na piuss. po drugie wkręciłbym się do jakiejś kampanii społecznej, na przykład zachęcałbym do adopcji szopów albinosów, czarnoskórych kardynałów-emerytów i ryszarda łabędzia. po trzecie uprawiałbym miłość na goło z tą grubą babą, z którą prowadza się tomasz kammel. myślę, że to by starczyło przynajmniej na pierwszą trójkę.

pius IV

wczoraj i dziś


- jak dzisiaj wspominasz to, co działo się podczas wyborów mister pius 2007?

- no jak mam wspominać. dostałem najmniej głosów ze wszystkich piusów, a później już pamiętam tylko jak zamawiałem przewoźnika osób i lala z infolinii powiedziała mi, że tiko będzie za 15 minut. przebudziłem się zziębnięty na jakiejś kanapie w mieszkaniu, którego nie znałem, był słoneczny dzień, a zza ściany dobiegał dźwięk skwierczącej jajecznicy. poszedłem sprawdzić, co mi się śni. jajecznicę robiła murzynka w majtkach z wydzierganym napisem "wtorek". a to był piątek.
- dużo się zmieniło od tamtego czasu w twoim życiu?
- niewiele. dorabiam jak mogę, ale kasy brakuje, a w da grasso zlikwidowali tę promocję, dzięki której każdemu papieżowi przysługiwały trzy a nie dwa sosy gratis. lubię podróże i zwiedzanie, ale ludzi tak sytuowanych nie stać na luwry, tylko na muzea pisanek w kształcie pisanek i muzea gwizdków w gwizdałach. na wakacje jadę do pakości.
- gdyby się nadarzyła sposobność, wziąłbyś udział w "mister pius" ponownie?
-
jasne. ale z cateringiem i noclegiem. i żeby jedna sala była dla palących.




oto pierwszych czterech z dwunastu bohaterów "mister pius 2007", z którymi się spotkaliśmy, by pogadać o przeszłości, teraźniejszości i innych. kolejne odcinki wywiadu-rzeki w ciągu przyszłych dni. polecamy lekturze również niewczesny turniej.

I półfinał mister piusa
II półfinał mister piusa
finał mister piusa
ogłoszenie wyniku wyborów mister piusa
23:04, ljoekelsoey
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28